wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 39 : Niech zwycięży Jocker

//Nimfadora//
Kiedy Nefertari i Scott natrafili na trop Verisseta, a raczej Toma Aristowa, kolejne rundy naszej małej gry wydawały się oczywistym triumfem. Dla nas, rzecz jasna. Wystarczyło złapać Toma i Kyle'a, a potem postawić ich przed sądem Salanitów. Można by zgarnąć też ich kumpli - Jamesa i Marikah - bo na nagraniach Morganów zachowywali się co najmniej podejrzanie.
Nic bardziej mylnego. Pani Runa Viken, Przewodnicząca Trybunału Zakonu Salanitów, stwierdziła, że "dowody nie są zbyt mocne". Skoro przeżyta śmierć Toma, zbiegająca się w czasie z pierwszymi atakami w tym "sezonie" albo magiczne księgi Kyle'a, nie są dla niej dowodem, to nie wiem, co może nim być. 
Jakby tego było mało,  zaczęły się problemy ze Scottem. Nie wiem,  kto powiedział mu o naszej inności, ale zaczął domagać się przemiany. Twierdzi, że potrzebuje jej, żeby móc się obronić. Dimitry odradza. Przekonuje,  że wchodząc na drogę wampiryzmu, sam się pogrąża. Tristan ma podobne zdanie, ale i jego Scott nie chce słuchać. Jedynie Nefertari uważa to za wspaniały pomysł i, gdyby nie Dimitry i Tris, przemieniłaby go z marszu. (Albo się o niego martwi, albo po prostu lubi gryźć ludzi; pewnie to drugie).  Ja uznałam,  że wiem jeszcze zbyt mało na ten temat, by móc prawic mu morały.
Na domiar złego Matt wyjechał.  Na dobre. Victoria jest załamana,  a ja żałuję tylko, że tak długo odwlekałam rozmowę z nim. Ostatecznie zamieniłam z Mattem tylko kilka słów w przeddzień jego wyjazdu. Żałuję. Żałuję,  że sprawa Salenitów pochłonęła mnie tak bardzo, że olałam swojego przyjaciela. Kolejny już raz, o czym nie omieszka przypominać mi Vicky.  Jestem w takim dołku,  że jedyne, co może mi pomóc, to wielki kubełek lodów. Ale chyba zarezerwuje go na później. Zaraz spotykam się z Tristanem. Chociaż z nim nie będę niepotrzebnie przedłużać. I tak każdy już wie, jak jest.

***
- Chciałaś porozmawiać. Chyba nawet wiem, o czym - powiedział Tristan,  gdy spacerowaliśmy między ogołoconymi drzewami. Wiatr gwizdał, między gałęziami, jak bicz smagając nam twarze.
Miał minę jak zbity szczeniak, co nie ułatwiło mi zadania. A mogło być tak pięknie...
- No proszę, jakiś ty domyślny.
- Przykro mi, że tak to się kończy... - westchnął Schmidt, kopiąc zawadzający mu kamyk. - Nigdy nie chciałem cię zranić.
- Szkoda, bo ci się udało. - Starałam się,  żeby mój głos brzmiał pewnie, obojętnie... Nie miałam zamiaru robić z siebie histeryczki.i błagać na kolanach, by skończył swój romansik z Nef. Jeszcze czego. - Możesz spać spokojnie, nie będę robić ci scen ani układać listy powodów,  dla których mam cię za podłego zdrajcę. Chcę tylko, żebyś dał mi już święty spokój. Poza polowaniem na Verisseta nie chcę pamiętać,  że cię znam. Nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się. Udawaj, że nie istniejesz. Ja zrobię to samo. Tak będzie dla wszystkich lepiej.
Ukryte w kieszeni dłonie zaciskały się mimowolnie w pięści. Victoria miała rację. To nigdy nie był chłopak dla mnie. Co ja sobie myślałam. Głupia, głupia, byłam taka głupia, myśląc, że naprawdę mam w sobie coś wyjątkowego. Zapomniałam, że przez wieki poznał tysiące takich jak ja.
- Nimfadoro... Naprawdę strasznie mi przykro, że tak to się skończyło.Zachowałem się jak straszny
Schwachkopf, ale... nie planowałem tego. To z Nefertari... To był impuls. Tyle lat bycia ze sobą zrobiło swoje i... - tłumaczył się. Dobrze go znałam. Wiedziałam już wcześniej, że ma z tego powodu wyrzuty sumienia, ale co to zmieniało? Mógł mi to po prostu powiedzieć, a nie wskakiwać do pościeli ze słodką Nefi.
- Daj spokój. To już bez znaczenia. - Powietrze ochłodziło się. Gdzieś z głębi leśnych koron dobiegało nas pohukiwanie sów. Spojrzałam w niebo. Nawet nie zauważyłam, kiedy się ściemniło. - Wracajmy już. Dark High nie jest bezpieczne za dnia, a co dopiero w nocy, kiedy wszystkie szkarady wychodzą na żer. 
- Czemu mam wrażenie, że mówisz o mnie?
- Tylko pośrednio. Nie schlebiaj sobie. 
Tristan przewrócił oczami. Schował ręce do kieszeni i zaofiarował się, że mnie odprowadzi.Średnio było mi to na rękę, ale nie osiągnęłam jeszcze takiego poziomu głupoty, żeby szwendać się po lesie samemu, zwłaszcza z wypalonym znakiem Verisseta na karku.
Kiedy zbliżaliśmy się do Domu Historii, niczym niezmąconą ciszę przerwały krzyki.
Nie, nie były to takie z serii: "Olaboga! Nie zjadaj mnie, zły panie demonie! Jestem kościsty, ale za to mój współlokator...". Raczej coś w stylu: "Masz trzy sekundy na ucieczkę, inaczej zrobię ci z życia jesień średniowiecza".
Teraz domyślcie się kto to był. Macie jeden strzał. Hmm, czy to Claire Morgan? A może Alex Morgan? Nie. Raczej Dimitry Iwanow w szarym, puchowym szlafroku (w którym notabene wyglądał jak foka) miotający się po werandzie Internatu. Był w trakcie awanturowania się z dwoma młodymi chłopakami - krępym, bardzo piegowatym szatynem i wysokim blondynem. Na oko mieli mniej więcej dwadzieścia lat i z całą pewnością nie uczyli się w D.H.
- Cholera jasna, czy do was nic nie dociera? ILE RAZY MOŻNA WAM POWTARZAĆ, ŻE NIE POTRZEBUJE WASZEJ OPIEKI! - warczał wściekle, chodząc wte i we wte. Aż dziwne, że jego pokrzykiwania nikogo nie przyciągnęły.
- Demetriusie Iwanowie, stanowczo nalegam, żebyś wpuścił nas do środka - zażądał szatyn, krzyżując ręce na piersi. - Jesteśmy tu z ramienia Zakonu. Dyrektor Namikawa przysłał nas, abyśmy chronili ciebie i pannę Rosengard.
- Dimitry, nie Demetrius! Namikawa? Dobre sobie. O nic go nie prosiłem. Poza tym, ten facet mnie nienawidzi. Po co miałby mi pomagać?!
- Co tu się dzieje?! - spytałam, rozdzielając ich. Tristan świdrował przybyłych wzrokiem, łącząc wątki. - Dimitry, kim oni są?
- Naszymi osobistymi niańkami. Nie wiem, jakim cudem drogi dyrektor dowiedział się o naszej przypadłości, ale zesłał nam tych dwóch aniołów stróżów do towarzystwa. Uroczo, czyż nie?
- Ale jak to? - zamrugałam kilkakrotnie, próbując to przetrawić. - Przecież nawet nie jestem członkinią Zakonu. 
- Tristan Schmidt nas zawiadomił. Powiedział, że jesteś adeptką... - ozwał się blondyn.Choć głos miał bardzo miły, a twarz do tego stopnia poczciwą, że gdyby był akwizytorem, zbankrutowałabym przez niego, kryło się w nim coś drażniącego... Coś nie w porządku, ale wtedy jeszcze nie potrafiłam stwierdzić co.
Tris wyglądał, jakby co najmniej oberwał obuchem.
- Że niby ja? Przecież do nikogo nie dzwoniłem! - Uniósł ręce w obronnym geście.
Spojrzenie, jakim uraczył go Dimitry, wyglądało jak żywcem wyjęte z Hannibala.
- O ty parszywy zdrajco, ty! - zawołał, ruszając ku niemu. Zaczął podwijać rękawy szlafroka, jakby chciał dać mu nauczkę. Zaraz jednak chyba przypomniał sobie, co ma na sobie, i doszedł do wniosku, że bójka w tym stroju nie jest najlepszym pomysłem. - Jak mogłeś to zrobić?! Mówiłem ci, że nie potrzebuję niczyjej łaski, a zwłaszcza tego wypacykowanego zgreda!
- Opanuj się, Iwanow! Do nikogo nie dzwoniłem, przysięgam ci!
- Jasneee. Ja już znam te wasze szwabskie przysięgi. Norymberdze też każdy był niewinny! - warknął, mrużąc oczy. Zaraz chwycił mnie za ramię i ruszył przed siebie.- Chodź, Nim. Odprowadzę cię. Niemcy są źli, z Niemcami się nie zadajemy. Pamiętaj.
-  Napewno chcesz iść do mojego Domu w tym wdzianku? - spytałam, wyrywając się z jego uścisku.- Victoria dostanie zawału, jak cię zobaczy.
- Może ktoś potrzebuje nagiego modela. - Wzruszył ramionami.
- Stój tu, dobrze?! - Złapałam go za kołnierz i przyciągnęłam z powrotem. - Kim właściwie jesteście, hm? - Zwróciłam się blondyna i szatyna. 
- Nazywam się Percy Ikantar - przedstawił się ten pierwszy, uśmiechając się promiennie. Zniekształcała go jednak blizna, ciągnąca się przez cały policzek. Nie miałam pojęcia, jak ją zarobił, i chyba wolałam na razie nie pytać. - A to Ian. Jesteśmy zmiennokształtnymi. Ja chronię Dimitriego, a mój brat ciebie.
- Nie, nie, nie. - Iwanow pokręcił energicznie głową. - Nie zrozum mnie źle, Iwan, ale wypad z tego trawnika. Jeśli Nim potrzebuje pupilka, blondasku, to zostań, ile chcesz, ale ty, Iwan, wracaj do Namikawy i każ mu się ode mnie...
- Ja jestem Percy, mój brat to Ian, to po pierwsze. Po drugie, nie ma takiej opcji. A teraz wybacz, ale nie pozostawiasz mi wyboru... - Percy wzruszył ramionami, po czym sięgnął do kieszeni. Szybkim ruchem wyjął z niej kajdanki, jeszcze szybciej złapał rękę Dimitriego i.. przypiął się do niego. Mina Iwanowa była bezcenna, moja i Schmidta podejrzewam, że też. - Ja naprawdę muszę cię chronić, taki brzmiał rozkaz. Jak zmądrzejesz, to cię odkuje.
Hm... Taak że ten.. To, co Dimitry mu odpowiedział, raczej średnio nadaje się  do cytowania, tak więc pozwólcie, że dyplomatycznie ominę ten fragment.
- Iwanow, co to za słownictwo? 
No tak. Wspaniale. Jeszcze Alexa nam brakowało w tej przecudnej, sielankowej scence. Stanął sobie w progu, opierając się o framugę drzwi. W jednej ręce trzymał podręcznik od historii, a w drugiej ukochany kubek w pingwinki. Na początku minę miał srogą, ale jak tylko zobaczył, w co Iwanow jest ubrany, i że jest skuty kajdankami z Ianem, wybuchnął głośnym śmiechem. Zatrząsł się tak mocno, że aż wylał na siebie kakao, ale był do tego rozbawiony, że nawet tego nie zauważył.
- I z czego pan tak rży?
- Z niczego, Iwanow. Z niczego, po prostu... hm.. może nie będę wam przeszkadzać. Widzę, że dobrze bawisz się z kolegą. - I cofnął się z powrotem za próg domu, jeszcze zanim Dimitry zdążył mu się odgryźć.
- Słuchaj, Iwan, ja wiem, jak to wygląda, ale ja naprawdę nie dzwoniłem do Namikawy! Groziłem, że to zrobię, ale to było tylko takie gadanie! - Bronił się dalej Tris. 
- Bo ci uwierzę. Bierz Nimfadorę i odprowadź ją do Domu. Późno się robi. Po drodze możecie zajść do zoologicznego, żeby kupić obrożę dla jej nowego pupila. - Uśmiechnął się złośliwie do Iana. - A co się tyczy ciebie - wskazał na Percy'iego - śpisz na podłodze. Nie licz, że podzielę się pościelą.
***
 - Co on tak się uwziął, żeby nie przyjąć pomocy? To jakaś wasza męska duma czy jak? - spytałam, kiedy szliśmy ku Domowi Artystów. Ian wlókł się za nami kilka metrów dalej. - Przecież Zakon chce nam tylko pomóc.
- Pamiętasz sposób, w jaki Dimitry do nas trafił?
- Złapali go za... za co właściwie?
- W sumie to chyba za wszystko. Ostro sobie używał. W poniedziałek pożarł kilku arystokratów, we wtorek kilku wieśniaków, w środę podprowadził komuś auto, bo swoje zaparkował za daleko, w czwartek oskarżyli go o ciężkie pobicie, w piątek o zdradę stanu, w sobotę o przemyt różnych dziwnych substancji, a w niedzielę przekupywał sędziów. Ale z grubsza tak właśnie wyglądało jego życie od przemiany do aresztowania.
- Em... No tak. A co to ma wspólnego z Namikawą?
- To, że część dowództwa dostrzegła w Iwanowie potencjał. Był silny, przebiegły... Pozostawał dla nas nieuchwytny przez dobrze dwieście lat. To niezły wyczyny, sama przyznaj. Potrzebowaliśmy kogoś takiego w swoich szeregach. Podczas, gdy jedni zamierzali dać mu "drugą szansę", oczywiście pod warunkiem, że odetnie się od przeszłości i dołączy do Zakonu, inni nie chcieli o tym słyszeć. Jednym z tych, którzy najgorliwiej postulowali za karą śmierci dla Dimitriego, był Namikawa. Robił wszystko, żeby posłać go pod ostrze gilotyny, ale mu się nie udało. Zasady "drugiej szansy"zostały jasno określone. Dimitry przeleje krew jeszcze jednego człowieka, a od kary śmierci się nie wywinie. Tak więc Namikawa robił wszystko, żeby go wrobić w kolejne zabójstwa, chociaż Iwanow od dawna był już czysty. 
- Namikawa nie został ukarany za fałszowanie dowodów?
- Nie, bo zabrakło dowodów na niego. Ironia. No ale każdy i tak wie, jaka jest prawda. Namikawa i Iwanow do dziś się nienawidzą. Gdyby dyrektor mógł, zrobiłby z Dimitriego szaszłyk, a i nasz Dimitry dłużny mu nie pozostaje.
- Skoro wiedziałeś, jaka jest sytuacja, po co zadzwoniłeś do niego?
- Do nikogo nie dzwoniłem. Nie wiem, co tu jest grane, ale wyjątkowo to nie jest moja wina. Albo ktoś się pode mnie podszył, albo Namikawa wraca do gry.

***
- Nimfadoro Rosalie Rosengard, kim jest ten mężczyzna w łóżku Lydii?! - zawołała z oburzeniem Victoria, wparowując do pokoju. Na pustym łóżku, które pozostawiła po sobie dziewczyna, która była moją współlokatorką przez jakieś 2 godziny, zanim zaatakował ją Verisset, leżał sobie Ian. Rozczochrane na wszystkie strony włosy układały się spiczastą aureolę. Zza najnowszego numeru "Kapitana Ameryki" wystawał jego piegowaty nos. Przez półgodziny, kiedy byliśmy tu sami, próbowałam nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, ale zbywał mnie za każdym razem. Teraz tez nie wydawał się specjalnie zainteresowany tym, co nie działo się w komiksie. - Najpierw kręci z tobą Iwanow, potem chodzisz ze Schmidtem, a teraz przyprowadzasz na noc jakiegoś... jakiegoś metala! 
- O wypraszam sobie. - Ian uniósł wzrok znad "Kapitana Ameryki". - Nie każdy, kto ma glany i skórzaną kurtkę jest metalem. Po drugie, mam imię.
- Niby jakie? - prychnęła. 
- Ian Ikantar, a teraz wybacz, ale Kapitan Ameryka ma pierwszeństwo.
- Vicky, ja ci to wszystko wyjaśnię... To nie tak, jak myślisz. Na serio.
- Doprawdy? - Zadarła wysoko brwi. Opadała na krzesło przy biurku, świdrując mnie wzrokiem.
Poczułam, jak płonął mi policzki.
- Ian, to... kolega.
- Kolega?
- Tak, on...
- Mam chronić tę sierotę przed psychopatycznym mordercą, który zadomowił się w waszej szkole - dopowiedział pomocny jak zwykle Ikantar.
- Właśnie tak... Ej! Wcale nie jestem sierotą.
- Ty się dałaś naznaczyć, nie ja - mruknął znudzonym, po czym przerzucił stronę.
Przeczuwam początek pięknej i długiej przyjaźni z panem wiecznie naburmuszonym.
***
/Nefertari/
Ja, Scott, mój pokój i jego laptop - tak w skrócie mogłabym opisać mój wspaniały wieczór. Razem z Merryweatherem przeglądałam nagrania z monitoringu. Kyle, jeden z naszych głównych podejrzanych, zachowywał się bardzo ostrożnie, aż za ostrożnie.Mieliśmy też oko na jego kumpli - Marikah i Jamesa. Choć zachowywali się trochę dziwnie, nie robili niczego, co jednoznacznie wspawywałoby na ich winę. Żadnych czarnych mszy na przerwach, wywoływania duchów w toaletach czy zabijania kotów - innymi słowy, nie robili nic, za co moglibyśmy ich przymknąć. Jedynie na Toma i Kyle'a mieliśmy dowody, których nam nie uznano. Im bardziej zbliżaliśmy się do rozwiązania zagadki, tym silniejsze miałam wrażenie, że wokół nas toczy się znacznie większa gra z jeszcze większa stawką, o której my nie mamy pojęcia. To wszystko było co najmniej dziwne.
- Chyba nie znajdziemy nic na tych taśmach... - westchnął Scott, przecierając okulary. Zerknął na zegarek, tłumiąc dłonią ziewnięcie. Dochodziła dwunasta. - Musieli wyczuć, że coś się święci, i trochę przystopowali.
- Wątpię. Nawet jeśli tego nie widzimy, szykują coś wielkiego. Czuję to... - mruknęłam w zamyśleniu, śledząc poszczególne klatki z kilku pomieszczeń jednocześnie.
- Jak patrzę na to, co się dzieje, mam ochotę spakować walizki, zapuścić brodę i i pod fałszywym nazwiskiem wyemigrować do Peru. Od zawsze wiedziałem, że szkoła to zło w czystej postaci, ale to, co się tu dzieje, przekracza wszelkie pojęcie.
- Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłeś? - spytałam, przyglądając mi się uważnie. W ciągu tych kilku tygodni, jak zaczął nam pomagać, bardzo wydoroślał. Choć starał się sprawiać wrażenie wyluzowanego, był spięty jak każdy z nas. Nie było dnia, byśmy nie oglądali się co chwila za siebie, żeby upewnić się, czy nikt nas nie śledzi. Oprócz naszej wąskiej grupy, nie mogliśmy nikomu już ufać. A i to nie koniecznie, bo nie mieliśmy gwarancji, że Verisset nie przybierze postaci kogoś z nas. Ja, Tris i Iwan zdążyliśmy przyzwyczaić się do takiego życia - ciągłego strachu i wiecznego zagrożenia - ale martwiłam się o Nimfadorę. O Scotta też.
- Rodzice by mi nie pozwolili. Są bardzo dumni, że przyjęli mnie do tak elitarnej szkoły.
- Dumni? Nie słyszeli o morderstwach?
- Dyrektor ma układy z policją. Wieści nie roznoszą się poza Dark. Jak jest wiedzą tylko rodzice tych, dla których jest już po zawodach... - Zaczął zmieniać coś w ustawieniach laptopa, tak aby na ekranie wyświetlało się więcej pomieszczeń jednocześnie. Wszędzie było to samo. Nagrania ze szkolnych przerw, nauczyciele śmigający po korytarzy, biegający uczniowie, obściskujące się pary... Już myślałam, że nasza dzisiejsza praca pójdzie na marne, kiedy nagle dostrzegłam coś dziwnego.
- Scott, powiększ kadr piąty.
- Tak jest.
Czarno-białe nagranie ze szkolnej piwnicy wypełnił teraz cały ekran. 
Zauważyliśmy otwierające się drzwi. Do środka wśliznął się elegancki, jasnowłosy chłopak w białym mundurku Filozofii. A za nim dobrze im znana dziewczyna. Marikah Khan.Trzymała pod ręką wielką księgę, ale nie było widać tytułu. Szli piwnicznym korytarzem, aż chłopak zatrzymał się nagle. Marikah spytała go, czy coś się stało, ale on zaprzeczył tylko i kazał iść jej dalej.Wykonała polecenie. Filozof odwrócił się. Dopiero wtedy zobaczyliśmy jego twarz. Zimną, drwiącą, o martwych zielonych oczach. Nie miałam pojęcia, skąd wiedział o kamerze, ale ruszył prosto w jej stronę. 
Cofnęłam się odruchowo, wciągając ze świstem powietrze.
To tylko obraz, to tylko obraz..., powtarzałam sobie w myślach, by się uspokoić. Nie pomogło.
Tom chwycił za jedną z podpierajacych ścianę skrzynek i rzucił ją na ziemię. Wszedł na nią, tak że teraz jego twarz znalazła się na wysokości obiektywu.
Obiektywu tak maleńkiego jak główka od szpilki, ukrytego w ścianie. Nikt, powtarzam nikt, nawet agenci FBI, nie zorientowaliby się, że coś tam jest. A jednak Tom zauważył od razu.
Po kręgosłupie przebiegł mi lodowaty dreszcz, kiedy przemówił.
- Śledzicie mnie? Sprytne posunięcie - zaśmiał się ostro, nieludzko. - Ale nie dość sprytne. Do zobaczenia w następnej rundzie. Karty przetasowane, niech zwycięży Jocker. - Potarł palcami, a między nimi pojawiła się karta. Domyślcie się jaka. Zaraz jednak spaliła się w jego ręce, pozostawiając po sobie jedynie kupkę popiołu.
Oczy Toma zaszły czernią. Zdmuchnął z dłoni popiół w kierunku obiektywy.
W laptopie dokonał się mały wybuch. Zaczął dymić i skwierczeć. Ekran pękł. Połączenie zostało zerwane.
Odrzuciłam go szybko od siebie. Z trzaskiem potoczył się po podłodze.
- Nef, wszystko w porządku? - spytał z niepokojem Scott. Oddychał ciężko. Słyszałam bicie jego serca. Panika w jego oczach była nie mniejsza niż w moich.
Pokręciłam głową.
- Dalej chcesz przemiany?
- Oczywiście. Najsłabsze ogniwa przegrywają. Nie chcę być jednym z nich - odparł z powagą.
- Jesteś absolutnie pewien? Potem nie będzie odwrotu.
- Chcę tylko życia i mocy. O resztę będę martwił się po zabiciu Versseta.
- Bardzo dobrze.
Szybkim ruchem przyciągnęłam go do siebie i zatopiłam kły w jego gardle. Jęknął głośno, porażony chwilowym bólem. Pierwszym odruchem była szamotanina, ale po chwili poddał mi się spokojnie. Miał słodką krew. Bardzo słodką. Odsunęłam go od siebie. Tyle wystarczy.
- To już? - spytał oszołomiony, unosząc dłoń do gardła. Gdy odsunął od niego palce, całe spływały krwią. W oczach Merryweathera pojawił się przestrach, ale i zdeterminowanie.
- Śmierć jest końcem, ale i przebudzeniem - szepnęłam, po czym skręciłam mu kark. Opadł bezwładnie w moje ramiona, a ja ułożyłam go delikatnie na łóżku. 
Niebawem się obudzi, skąpany w nowej potęgą i sile, o której nie śmiał marzyć. Dałam mu dar, który nie tylko uratuje go przed Verissetem, ale da coś, za co będzie mi dziękował przez następne stulecia. Wieczność.
Kolejną rundę czas zacząć, Aristow. Jeszcze jeden pionek dołączył do naszej gry.

MERIDIANE FALORI

17 komentarzy:

  1. Nie mam zbytnio czasu na komentarz. Chcę byś wiedziała, że jestem, czytam i czekam na następny.
    Pozdrawiam, Kate :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, wow, wow. Przemiana Scotta.
    Iwanow w szlafroku XD I tak najlepszy tekst jest "-Nie zrozum mnie źle, Iwan, ale wypad z tego trawnika" XDD Płaczę. XD
    Rozstanie Tristana i Nim, może to i dobrze.
    O, o Niemcach też było dobre XD I akcja z kajdankami XD W ogóle, akcje z Dimitrem są niesamowite XD
    podoba mi się i czekam na ciąg dalszy. Coś czuję, że zbliżamy się do końca. e.e

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli, dosyć powoli ;* Dziękuję ^^ Cieszę się, że się podobało xd

      Usuń
  3. JEZUSIE PANIE MÓJ!!!!! JESTEM TAKA SZCZĘŚLIWA, A JEDNOCZEŚNIE MAM ZAWAŁ!!!! Muszę zapamiętać żeby nie czytać tutaj rozdziałów przed snem...
    W ogóle... Ian kocham cię za tego Kapitana Amerykę! Obstawiam, że okażesz się być zły albo zajęty, bo tak zawsze jest jak kogoś pokocham (Tak Dimitry myślę o tobie! Może jeszcze oficjalnie z Nim nie jesteś, ale będziesz i złamiesz moje małe serduszko!), ale i tak cię pokochałam!
    Chcę zobaczyć Pana Iwanowa... W tym szlafroku... U mnie w pokoju...
    I ostatnie! GDZIE MOŻNA DOSTAĆ TAKI KUBEK Z PINGWINEM?! JA GO CHCĘ!!!
    A tak ogólnie mówiąc rozdział jest niesamowity. Bardzo ci za niego dziękuję Meri, bo odgonił ode mnie wszystkie troski, których się nazbierało.... Jesteś cudowna
    P.S Dimitry... Ze mną podzieliłbyś się pościelą, prawda? *maślane oczka*
    P.S 2 Przepraszam za ten komentarz, ale pisany jest pod wpływem emocji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie taki jak lubię! :D To ja dziękuję ;)
      O kubeczki to pytania do Morgana, ale Dimitry w szlafroczku to towar eksportowy .. ;) Hahaha podaj adres albo numer skrytki pocztowej, a ci go podeślę xD Zrobi wszystko, żeby uwolnić się od Percy'iego

      Usuń
    2. Jak tak, to ja też po proszę Dimitriego! Mogę się z nim dzielić, w piątki, soboty i niedziele mój!

      Usuń
  4. O ....!!!!
    Rozdział cudny
    Bardzo mi się podoba <3
    Zacznę od końca
    Moim zdaniem Nefertari jest idiotka!!!
    Jak ona go mogła przemienić?! Nim ją zabije, ale wcale się nie dziwię xD w końcu będzie między nimi ciekawie xD (moja sadystyczna wersja się odzywa xD)
    Bardzo się cieszę, że Nim nie jest już z Trisem, jest on brzydki głupi i w ogóle
    Dymitr Forever <3 prawda Meri? XD
    Iwanow w szlafroku?! Ja to chcę!!!! Mój! Rezerwuje! I się nie podzielę! Mój!xD
    Fajny wątek z Tomem, bardzo realistyczny i taki trochę mroczny,straszny,nwm jak to określić,za co duzy plus dla ciebie, lubię takie wątki! XD
    Scott wampirem? Nieeee,nie pasuje mi on na pijawke,za bardzo ułożony i słaby :/
    No ale cóż na pewno to jakoś fajnie wykorzystasz
    Iwanow i Dora maja nianki xD
    Od razu jak powiedziano,że to Tris,wiedziałam,że to nieprawda,ale tak jak Nim powiedziała, wróżę im wszystkim świetlana przyjaźń xD hahhahah
    A wątek z tym gościem co nie lubi Dymitra bardzo ciekawy,dużo wnosi,na pewno on jeszcze namiesza w życiu naszych bohaterów ^^ nie mogę się już doczekać
    Ale jak można nie lubić Iwanowa?! On sie z choinki urwal czy co?! XD
    I tak tym optymistycznym zadaniem zakończę swój wywód, ogółem bardzo mi się podoba ten rozdzial :)
    Czekam na cd, życzę weny i pozdrawiam
    Buziaki ;*
    ~ D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Meri... dlaczego? Dlaczego tak mało Iwanowa? Ty znowu mi to robisz jak mnie nie ma 1 dzień ty zawsze wstawiasz rozdział. Mam prośbę. Zbij Alexowi to mordercze narzędzie- kubek. Błagam cię. To siła destrukcji. No dobra, zazdroszczę mu, OK? Ja też chce kubek. Z pingwinami. I pamiętaj, że ja nigdy się nie poddaje. Zawsze będę twoim słodkim koszmarem. Jestem gorsza od najszkaradniejszych potworów. Już nie kazałaś i oszukiwać, a to moje ulubione zajęcie. Muszę znaleźć sobie nowe, a nim będzie dręczenie Ciebie
    Twoja słodka i zawsze pomocna
    J.G

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaaaa jesteś ty i nowy rozdział szczerze mówiąc tęskniłam BARDZO😚😚.
    Muszę przyznać ze ten rozdział był cudowny te wszystkie szczegóły były wprost oszałamiające. Znowu dalaś Dimitriemu pole do popisu kocham i to bardzo jego teksty a slafrok i chęć bujki w nim z trisem była genialna, nie dziewoe się również Alexowi też bym tak zareagowała na widok skutego Iwanowa. To było po prostu bez błędne. Teksty które tam latają są super genialne i jestem wielką fanką tego opowiadania. Szkoda tylko że tak malo osób to zna bo jest to naprawdę genialne a ty masz niespotykany tqlent i rozbudowaną wyobraznie. Ale przejdzmy do normalnej mojej recezi:
    1. Jak już wspomnialam kocham teksty które rzuca Dimitry one zawsze są niepowtarzalne i onieśmielając, on jest po prostu tak idealnie wykreowaną postacią że co kolejek by nie zrobił lub nie powiedział zawsze to jest śmieszne i cudowne. Najlepsza i najcudowniejsza postać to on .
    2.Kim są ci 2 co to ma znaczyć ochroniarze , wydają się sympatyczny ale ja im nie ufam bo są o tego szefa a on i Dimitry mają ze sobą na pieńku , wiec to dziwne że tak nagle chce pomuc ale nie wnikam okaże się w dalszej części na którą szczerze mowiac nie mogę się doczekać ❤
    3. Viki viki viki ją się dziewczynie nie dzieje ze się wkurzyla bo jej sublokatorka przyprowadziła nie wiadomo kogo do ich WSPÓLNEGO pokoju ale żeby odrazu metal. Dobra nie warzne on i tak sprawia kłopoty bo jak sadze w akadeni kapną się no bo niby czemu Nim i Dimka dostali ochroniarzy w tym samym czasie.
    Hmmm czy to nie jest zastanawiające Vicktorio????
    4. Co to ma znaczyć niech wygra jocker czy on brał lekcje u chazardzistow czy co??? Normalnie mania karciana. Boże czy ty to widzisz? Muszę powiedzieć Poraz chyba juz tysięczny że jesteś genialna i cholernie utalentowana
    5. NEF GO PRZEMIENIŁA O MÓJ BOŻE CO TU SIE DZIEJE !?!?!??????!?!?!?!!!!
    Matko on tez będzie w timie wamp jak to ? Skott nie może zostać wampirem no chyba że ....
    I tym zakończe swoją recenzje wiem ze to jest całkowicie nie poukładane ale po prostu nieźle namieszałaś tym rozdziałem z czego się strasznie cieszę. Jesteś po prostu najlepszą pisarką wiec czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę Ci dużo dużo weny .
    Pozdraiam Tysia 😚😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Pisanie dla takich czytelników to sama radość . Zawsze bd wspierać i motywować ^^
      Dziękuję za rozpraweczke, nawet nie wiesz jak bardzo poprawilas mi nią humor :) Tes najbardziej lubie Dimitriego hahahaha

      Usuń
  7. Woooooooo!
    No no, kochana zapowiada się niezła zabawa! Już nie moge się doczekac następnych rozdziałów. Scott jako wampir? Bardzo na tak. Ale reszta nieźle się wkurzy, prawda? Tak sądze. Jest świeeetne!
    /wierna Rebekah Mikaelson

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe są twoje rozdziały.Piszesz tak intrygująco.Masz swój styl.Nie wiem co ci jeszcze napisać :) Jesteś genialna i mega utalentowana :) pisz dalej.
    zapraszam do mnie: buddaindianin.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)Kolejny zadowolony czytelnik to niezwykła motywacja do dalszego pisania :*

      Usuń
  9. Zostałaś nominowana do LBA :)
    Szczegóły tutaj:
    https://buddaindianin.wordpress.com/2016/01/24/buddaindianin-nominowany-do-lba/

    OdpowiedzUsuń
  10. super rozdział, dawno nie pisałaś mam nadzieje ze tego nie zostawisz i będziesz dalej pisać :) Pozdrawiam
    PS: Czy Dimitry kiedykolwiek powie Nim o swoich przeczuciach iż jest córką Morganów ?
    Buziaczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Nie, nie zostawię, spokojnie ;)
      Zobaczysz w kolejnych rozdziałach.... 3:-)

      Usuń