środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 30 : Kolacja u Matejewów

//Dimitry//
Od spotkania z Anastasią minęło już parę dni. Pamiętam, że wstępnie byliśmy umówieni na nazajutrz, czyli na przedwczoraj, ale potem dostałem SMS-a od Any, że coś jej wypadło i poprosiła, żebyśmy przełożyli nasze spotkanie. Zgodziłem się, choć niechętnie. Nie mogłem się doczekać momentu, w którym znów ją zobaczę i w którym poznam jej rodzinę. Wciąż nie mogę uwierzyć, że po tylu latach zdołała mnie odnaleźć, że się nie poddała... Naprawdę wiele to dla mnie znaczy.
W końcu nadszedł ten dzień, w którym miałem się z nią znów spotkać. Około wpół do ósmej wieczorem wsiadłem do auta i pojechałem na poszukiwania Gardine Road 43. Chwilę zajęło mi odnalezienie tego adresu, trochę długą chwilę - tak kluczyłem, takie ósemki wywijałem, skręcając między jedną a drugą uliczką, że mili panowie oglądający nagrania z monitoringu miejskiego chyba poumierali ze śmiechu - ale w końcu dotarłem na miejsce. Zaparkowałem na podjeździe przed garażem dwupiętrowego domu pokrytego kremowymi panelami i z brązowym dachem. Na parapetach za oknami widziałem dużo wielobarwnych kwiatów, przysłoniętych trochę przez firanki. Wysiadłem z samochodu, po czym zamknąłem go kluczykami i ruszyłem kamienną ścieżką do drzwi frontowych. Po drodze zobaczyłem kawałek przydomowego ogródka. Cała Ana. Od zawsze kochała rośliny. Pamiętam jak Andrej z naszą siostrą Tatianą zawsze żartowali z niej, że chyba minęła się z powołaniem. Anastasia pracowała jako pomoc kuchenna, a według nich powinna robić jako pałacowy ogrodnik. W sumie coś w tym było. Zawsze miała rękę do kwiatów i innych roślin. Wszedłem po trzech schodkach na drewnianą werandę i zapukałem do drzwi. Czekałem chwilę, mrużąc oczy przed światłem, płynącym z wiszącej przy futrynie lampy; był już listopad, szybko się ściemniało, ale to nie znaczy, że trzeba oślepiać gości taką żarówą. Chociaż to może ja mam zbyt wrażliwe oczy. Ech, no cóż. Następnym razem zainwestuję w ciemne okulary. Będę wyglądał jak gość z Matrixa, ale to szczegół.
Nagle usłyszałem dźwięk przekręcanego z drugiej strony zamka.

niedziela, 21 grudnia 2014

FILMIK PROMUJĄCY TDH

https://www.youtube.com/watch?v=8xs2MYaMEsw&list=UURl6xf8zoHACEhxH15JuH3A

Łapcie nowy zwiastun na TDH :3 W mojej opinii jest duzo lepszy od poprzedniego, no ale wy oceńcie ;) Bo mam nadzieję, że będziecie tak łaskawi i poświęcicie 2 minuty ze swojego życia na obejrzenie go ;)

Zrobiła go Natalia G ze zwiastunowni, której mam button, dziękuję Natalia <3

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 29 : Rewelacje Nefertari

Tristan wyprowadził mnie pospiesznie z kostnicy. Dałam mu się prowadzić za ramię. Tris wydawał się być czym podekscytowany i podenerwowany jednocześnie, a ja głowiłam się tylko, co on znów wykombinował. Zastanawiałam się też, jaki związek z tą sprawą ma ten przeklęty symbol. Teraz żałowałam, że wcześniej nie zainteresowałam się, co on oznacza. Przecież śnił mi się co noc, dlaczego zatem nie wydało mi się to podejrzane? Może to dlatego, że po którymś z kolei razie stało się to dla mnie rutyną. Bardziej dziwiłoby mnie to, że się raz nie pojawił, niż że pojawia się cyklicznie. Wiem, być może mam dziwny tok rozumowania, ale powiedzcie mi, co innego mogłabym robić? Zakopać się we wszelkiego rodzaju słownikach symboli i szukać w nich odpowiedniego znaczka? A może od razu zrobić zdjęcie wnętrza mojej czaszki i sprawdzić, czy znak utrwali się na kliszy. Taaa... Nie byłam aż tak ciekawa, żeby wpuszczać sobie lustrzankę przez ucho, a w każdym razie nie do teraz. Bo teraz jestem ciekawa jak cholera, więc jeśli ktoś ma na zbyciu słownik symboli (wiecie, może wasze mamy kupiły kiedyś takowy na jakiejś przecenie czy coś), dajcie mi cynk. Wyślijcie Hedwigę albo kruka jak w Grze o tron.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdzial 28 : Kostnica

//Nimfadora//
Okay, może specem w dziedziny ratowanie życia i leczenia ludzi, ogółem w zakresie medycyny, nie jestem (przypominam, że rozmawiacie z osobą, która na zajęciach z ratownictwa medycznego zabiła fantoma, zamiast mu pomóc*), ale, jak na mój gust, osobę z podciętym gardłem (na szczęście nie aż tak głęboko, by spowodowało to śmierć), podciętymi żyłami i po koniecznej transfuzji chyba powinno się trochę potrzymać na obserwacji, żeby mieć pewność, że wszystko w porządku, a nie wypuszczać już trzeciego dnia do domu, ale co tam. Tristana, który trafił do szpitala w znacznie cięższym na oko stanie niż mój, wyszedł jeszcze wcześniej, bo dwa dni po tym feralnym balu. Tak czy inaczej, jak się głębiej zastanowić, nawet się cieszę, że nie muszę tu spędzić ani chwili dłużej. W życiu tak się nie wyłudziłam jak teraz. Obdzwoniłam chyba pół rodziny, byleby tylko usłyszeć czyjś głos (dyrektor zakazał mówić o tym, co mi się stało, rodzinie, więc omijałam zręcznie ten temat), a w każdym razie kogoś życzliwego. Bo widzicie... Iselde, dziewczyna, z którą od wczoraj dzieliłam salę szpitalną, kiedy tylko dowiedziała się, że trafiłam tu z podciętymi żyłami, doszła do wniosku, że jestem jakąś psychiczną wariatką po próbie samobójczej. I tak się też do mnie odnosiła, o ile oczywiście raczyła się odezwać... Sami więc widzicie, że na nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu z moją "współlokatorką" nie było szans. Czułam się trochę jak plebs przy tej wielkiej jaśnie pani, ale co tam.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 27 : Spotkanie po latach

//Dimitry//

- Tak, Dymitrze, to ja - powiedziała po rosyjsku Anastasia z charakterystyczną dla siebie cierpliwością, przypatrując mi się bacznie swymi czarnymi oczami. Przez chwilę stałem w osłupieniu, niezdolny do wykonania chociażby najmniejszego ruchu. Dyrektor Shaw przenosił non stop wzrok to ze mnie na nią, to na odwrót. Kiedy zobaczył, że to dosyć niezręczna sytuacja, oznajmił, że zostawi nas na chwilę samych, byśmy porozmawiali, bo jak widać, mamy sobie trochę do wyjaśnienia. Gdy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, Anastasia podbiegła do mnie i zawiesiła się na mojej szyi. Drgnąłem, ale się nie wyrwałem. Byłem w tak ciężkim szoku. Po mojej głowie galopowała gonitwa myśli. Miałem wrażenie, że to sen. Cudowny, ale mimo wszystko sen. Bałem się, że za chwilę ktoś mną potrząśnie i się obudzę. A ja nie chciałem się zbudzić. Nie. Kiedyś miałem kochającą rodzinę. Nie byliśmy bogaci, borykaliśmy się z wieloma problemami, ale się kochaliśmy, a to najważniejsze. Przez wieki tkwiłem w przekonaniu, iż to co miałem, straciłem bezpowrotnie. Myślałem, że wszyscy odeszli, że zostałem sam. Matka. Andrej, zastępujący mi biologicznego ojca. Tatiana, najstarszą z całego rodzeństwa.. Maria i Zofia, moje dwie malutkie siostry, które zmarły jeszcze w dzieciństwie - jedna mając cztery latka zaledwie, a druga jeszcze mniej, bo tylko dwa. Do dziś nie wiem, co było przyczyną ich śmierci... I oczywiście Anastasia. A teraz, po tak wielu latach, okazuje się, że przeżył ktoś jeszcze, a nie tylko ja. Że nie jestem tak całkiem sam na tym świecie. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

sobota, 27 września 2014

Rozdział 26 : Anastasia

Victoria i Matt weszli niepewnie do mojej sali. Tristan, Nef i Dimitry podnieśli się niemrawo z miejsca. Widać było, że nie chcą wychodzić.

- Możecie zostać, jeśli Nimfadora chce. - powiedział Matt, spoglądając na nich spod uniesionej brwi. - Nikogo nie wyganiamy...

Victoria wspierała się na jego ramieniu. Udało mi się dostrzec jakąś taką większą zażyłość pomiędzy nimi. Widocznie bal się udał. A przynajmniej był udany, zanim nie wydarzyło się to wszystko, o czym Nef, Tris i Iwan mi opowiedzieli, a czego ja nie pamiętam. Ale może to i dobrze. Nie chcę tego pamiętać. To zbyt straszne. Zbyt okrutne. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby robić te wszystkie okropne rzeczy.

Vicky i Matt w przeciwieństwie do Nefertari i Dimitriego, którzy mieli jeszcze na sobie zakrwawione kostiumy z przyjęcia, byli ubrani w mundurki Artystów, to znaczy: granatowe albo bardziej kobaltowe marynarki z tarczą szkoły na piersi, pasiasty krawat w tym samym kolorze, białą koszulę z kołnierzykiem, na którą wkładało się jeszcze szary sweterek, a do tego plisowana spódniczka - dla dziewcząt- lub ciemne spodnie w kantkę - dla chłopców. Mundurku dla wszystkich domów były takie same. No prawie takie same, bo różniły się kolorami marynarek i krawatów. Historia miała szkarłatne, Mózgowcy ciemnozielone, Humaniści fioletowe, Filozofii białe, Poligloci żółte, Sportowcy kakaowe, no a my to już mówiłam.

- Nie, nie. Powinniście porozmawiać w cztery albo raczej sześć oczu, jeden dziad.  - powiedziała Nefertari, przeczesując swoje ciemne włosy dłonią. Następnie zwróciła się do mnie - No to trzymaj się, złoty loczku.

Wywróciłam oczami, a wtedy ona spytała:

- No co? Nie podoba ci się nowa ksywka?

- W sumie lepsze to niż "Pastereczka Zosia", jak to zwykłaś mnie nazywać, kiedy nie pamiętałaś mojego imienia.

sobota, 13 września 2014

Zawieszam? To zalezy od was.

DO WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW Z JAKIEGOKOLWIEK MOJEGO BLOGA! :
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Słuchajcie, wiecie, że was uwielbiam, zaznaczałam to już na pewno wiele razy, ale teraz to jestem wkurzona. I to na maksa.
Wyjaśnicie mi, jak to jest, że ja kombinuję jak koń pod górę, byleby tylko znaleźć chwilkę na napisanie rozdziału w przerwach w nauce, chociaż mogłabym w tym czasie sama odpocząć np. oglądając film czy czytając dalej ukochaną książkę, myślę codziennie (tak, codziennie) nad nowymi rozdziałami, nowymi scenami, albo udoskonalam wcześniej zaplanowane sceny, a ponad to na 3 z 5 blogów wymyślam coraz to nowe ciekawostki, projektuję na różne blogi nowe znaki, symbole (jak symbol Zdrajców na PoA, Znak Nerimich na POFE, symbol Karytów na PoA i Znak Omarium są w przygotowaniu podobnie jak znak Verisseta na TDH), a wy niczego nie doceniacie? Nie mówię, że macie mi dziękować, czynić pokłony czy coś,. Nie. Chodzi mi tylko o zwyczajny komentarz. Kilka zdań, czy proszę o tak wiele w ramach wynagrodzenia za kilkugodzinne, kilkudniowe albo czasami kilkutygodniowe pisanie rozdziału? "Było super, podobało mi się to i tamto" albo "Myślę to i to, ale dobra rada - popracuj nad tym wątkiem jeszcze, bo coś tam, coś tam..." - naprawdę proszę o tak wiele?
Dobrze wiecie, że kocham pisać, to moja pasja, moje życie, ale przez to zastanawiam się, czy to ma w ogóle sens. Może zawiesić? Bo czuję się, jakbym pisała tylko dla siebie albo dla max. 5 osób, a przecież wyświetlenia wskazują na co innego. Rozdziały mają średnio od 100 do ponad 300 wyświetleń [zależy jaki blog], wiec to chyba ciut za dużo jak na zwykłe kliknięcie w rozdział przez przypadek i szybkie wyjście. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Wyjaśnijcie mi też jak to jest, że rozdział wyświetliło no załóżmy te 200 osób, a skomentowało 5 zaledwie? No ludzie, proszę was! Wiem, że nie każdy ma konto na bloggerze, ale :
A. Zawsze można sobie założyć - to proste i darmowe.
B. W ustawieniach bogów mam, że można komentować anonimowo, czyli nie mając konta, ale wtedy proszę podpisywać się chociaż jakimś pseudonimem np. ABC, Emma, nawet kurde MC KABACZEK aka Melchior, jeśli macie taką ułańska fantazje.
C. Zawsze możecie do mnie napisać swoją opinię na facebooku albo na asku. Nie wstydźcie się, niektórzy już tak robili i nikogo nie zjadłam.
Ponadto na żadnym z blogów (oprócz tymczasowo PoA, ale to z pewnego powodu...) nie ma włączonej weryfikacji obrazkowej, więc piszecie kom, klikacie 'opublikuj' i ot cała filozofia.
Ludzie, czy naprawdę to dla was taki wysiłek?
A może rozdział naprawdę przeczytały tylko te cztery czy pięć osób? Jeśli tak, to chyba najlepiej będzie (jak mówiłam) zawiesić, bo i tak każdy ma w czterech literach moją pracę, to że się staram i poświęcam (może marnuję?) na to tyle czasu. Nadmieniam, że nawet przed samym testem gimnazjalnym pisałam, żeby waz nie zawieźć.
I proszę, nie wykręcajcie się tu szkołą, bo skoro mieliście czas przeczytać 10-stronnicowy rozdział, to macie czas też napisać te parę wyrazów w komentarzu.
Wcześniej nie stosowałam systemu : "Jak będzie 10 - 15 czy 20 komentarzy, to dopiero dodam kolejny rozdział", ale chyba czas się na to przerzucić. Jeśli zobaczę, że po mojej prośbie nadal macie to wszystko  gdzieś, rozdziały będę wysyłała tylko na prywatnego maila osób, które zadają sobie ten trud, by skomentować np. Furt Sword, Elfik Elen, Zuzka M, Rebekah Mikkelson, Onnawen i tych kilku innych, których przepraszam, że nie wymieniłam.
NiE TRAKTUJCIE TEGO JAKO GROŹBĘ, BO TO ŻADNA GROŹBA. Jedynie zapowiedź.

Z poważaniem, Meridiane Falori (Sarikah Rossmary).

 CIEKAWE CZY CHOCIAŻ TO SKOMENTUJECIE :P  :(

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 25 : Ciąg dalszy nastąpił


// Dimitry //
Biegłem do wskazanego przez Valerie Meein miejsca. Do miejsca, w którym znajdował się Tristan. Wyprzedziłem Morganów. Starałem się zachować ludzkie tempo biegu, by nie dostarczyć im kolejnych powodów do podejrzeń, ale byłem tak zdenerwowany, że nie przywiązywałem do tego wielkiej wagi. Przecież to chodziło o Tristana! Cholera jasna, zależało mi na tym ćwoku. Wyzywamy się, bijemy, uprzykrzamy wzajemnie życie (głównie ja mu, ale to szczegół), ale jesteśmy dla siebie jak bracia! Jeśli Verisset czy inny patałach mu coś zrobił, osobiście zabije gnoja! A kto, jak kto, ja się na swoim fachu znam. Po kilku minutach dotarłem na teren za Internatem Filozofów. Stało tam już wielu ludzi, zbitych w grupki.  Rozmawiali ze sobą nerwowo, ktoś dzwonił na pogotowie. Słychać było szloch, zdławione, nerwowe szepty, podniesione rozmowy, prowadzone drżącymi głosami uczniów i nauczycieli. Ludzie byli tak stłoczeni, że nie widziałem kogo otaczają. Domyśliłem się, że tam jest Tris.

piątek, 5 września 2014

Blog godny polecenia

 Cześć, chciałam wam dzisiaj polecić blog mojego przyjaciela - Stephana Rose. Na razie jest tylko króciutki prolog, ale wciągający. Przyznaję, ze mnie zainteresował, a trudno mnie zainteresować ;) Zachęcam do zajrzenia chociażby z ciekawości i poświęcania dosłownie 3 minut na przeczytanie prologu. I najlepiej skomentowanie. Dopiero zaczyna, więc myślę, że komentarze byłyby motywacją do dalszego pisania ;)
Oto opis :

Shadewoods to opowiadanie o Sally młodej dziewce, która odkrywa na nowo świat, który ją otacza. Poznaje barbarzyńską naturę ludzi, starożytną magię wiedźm i zmysłową rozkosz jakiej dopiero zazna. Historia skupia się na zapomnianych już dzisiaj inkwizycjach, przedstawionych trochę bardziej w fantastyczny sposób.

Meridiane Falori,
PS Nowy rozdział u mnie postaram się napisać szybko, przepraszam za opóźnienia, ale szkoła... :/

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 24 : Na dywaniku u Morganów, czyli jak się perfekcyjnie wkopać

// Perspektywa Dimitriego //

Siedziałem właśnie na brązowym i koszmarnie niewygodnym fotelu w gabinecie Alexandra Morgana. Rany, jak ja nie cierpię tego koczkodana! Nawet nie macie pojęcia, jak strasznie żałuję, że nie mogę go trzepnąć przez łeb tą magiczną dzidą pana Lokiego Laufeysona, w którego kostium się wbiłem. Swoją drogą, strasznie niewygodny on, ale przynajmniej wyglądam w nim zabójczo. Ta... Chyba Morganowie trochę za bardzo wzięli sobie do serca to "zabójczo"...

No nic. Byłem wzywany do tego gabinetu już  z miliard razy (około trzech, ściślej mówiąc, ale równie dobrze mógłby być to miliard) i muszę wam powiedzieć, że wyglądał dokładnie tak samo nudno jak zawsze. Aaaa.... Ale wy nie wiecie, jak wyglądał... No dobra, to tak w kilku słowach, żeby przybliżyć wam miejsce, będące dziś dla mnie niczym sala przesłuchań na posterunku policji. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 23 : Misja: Bal cz. 3

Niemniej przerażony ode mnie Scott Merryweather wyprowadził mnie z łazienki. Oboje byliśmy bladzi. Cała się trzęsłam. Nie mogłam pohamować łez przerażenia. Nie chciałam zachowywać się jak beksa, ale... to co czułam, gdy znaleźliśmy ciało tej dziewczyny... tego nie można było przyjąć spokojnie. Było mi niedobrze. Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Kręciło mi się w głowie. Nogi miałam jak z waty, a gardło ściśnięte do tego stopnia, że gdy ludzie wokół zorientowali się, że stało się coś bardzo złego i zaczęli zadawać pytania, otaczając mnie i Scotta, nie byłam w stanie nic powiedzieć. Tylko płakałam, cała dygocząc. Scott musiał wszystko wyjaśniać za mnie.
- Tam w łazience, na kracie od okna wisi... nawet nie wiem kto... jakaś młoda dziewczyna... Chyba uczennica. Nie znam jej. Ona... Jest już martwa od jakiegoś czasu... To zwłoki. Całe zakrwawione... Na pewno sama tego nie zrobiła - powiedział nieskładnie łamiącym się głosem. Cały czas przytulał mnie do siebie, żebym się uspokoiła, chociaż sam też spokojny nie był. Bo kto by był w takiej sytuacji? Profesor Wickham i trener Colled, będący jednymi z opiekunów na balu, wysłuchawszy słów Scotta, czym prędzej popędzili do łazienki, nie tracąc czasu na kolejne pytania. Byli przerażeni tak samo jak my. Kolejna śmierć w Dark High. To nie było normalne. Między zebranym wokół nas małym tłumem rozległy się podniesione szepty, z których udało mi się wyłapać kilka słów. Śmierć. Morderstwo. Ofiara. Ostrzeżenie. Samobójstwo. Jakby mało było kłopotów, po chwili z owego tłumu wyłonili się Morganowie, a po nich Dimitry z Nefertari. Tristiana nigdzie nie było.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 23 : Misja: Bal cz. 2

 Przepraszam za błędy, pisałam to w pośpiechu. Później poprawię ;)

Spojrzałam na zegarek. Była osiemnasta czterdzieści; bal miał zacząć się za dokładnie dwadzieścia minut, a to oznaczało, że niedługo mogę się tu spodziewać Tristiana. Byłam podekscytowana i przerażona zarazem. Podekscytowana perspektywą wspólnego wyjścia z Trisem, przerażona perspektywą nieco mniej miłego spotkania z Verissetem.
Stałam właśnie przed lustrem w naszej sypialni. Przyglądałam się sobie. Ubrana byłam w długie czarne rurki, czarny top, czarny, dolegający top, poszarpany na bokach, ciężkie buty, się gające do połowy łydek i kurtkę z czarnej skóry z rękawami trzy czwarte, z pod których wystawały mi narysowane stelą (czytaj: markerem) runy. Żeby moje przebranie było bardziej dopracowane, potraktowałam moje włosy szamponetką, w czego rezultacie miały teraz rudy kolor. Tak jak u Clary. Ale spokojnie! Na opakowaniu napisano, że po maks trzech myciach cała farba zejdzie. Trzymałam ich za słowo, bo jeśli nie, to chyba naślę tornado na siedzibę ich firmy. Dopiero teraz, kiedy sobie uświadomiłam, że mogę nie odzyskać swojego naturalnego koloru tak łatwo, zdałam sobie sprawę, że mogłam po prostu zainwestować w perukę. Cholera. Brawo, Nimfadoro! Brawo.
- Ładnie wyglądasz - rozległ się cichy głos za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie do Victorii. Chciałam zawołać: "Vicky, ty jednak umiesz mówić", bo nie wiem od kiedy się do mnie nie odzywała, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 23 : Misja: Bal cz.1 [godzinę przed balem]

Nastał dzień balu. Przez całą dzisiejszą noc nie mogłam zmrużyć oka. Nie, nie z ekscytacji, że idę tam z Tristianem i że chcę jak najlepiej przed nim wypaść. Nie. Bałam się tego, co ma się wydarzyć. Albo raczej bałam się, że coś w ogóle ma się wydarzyć... Paraliżowano mnie na samą myśl o tym, że być może wkrótce któraś z moich koleżanek, albo któryś z kolegów może paść ofiarą Verisseta... Zresztą nawet jeśli miałoby paść na kogoś, z kim się nie trzymam, to i tak byłoby to straszne. Wczoraj pytaliśmy May Chang, tej medium z Domu Humanistów, czy Fiorence Dark objawiła jej jeszcze jakieś szczegóły odnośnie następnego ataku. Niestety May powiedziała, że nic nowego nie widziała... Znaczy się stoimy w martwym punkcie. Świetnie. Po prostu świetnie.
Z tego co wiem, Dimitry cały ranek i popołudnie włóczył się po terenie Internatów, obserwując, czy aby Verisset nie postanowił zabawić się wcześniej. Tristian proponował mu, że pójdzie razem z nim. Chłopak miał nadzieję, że jak zostanie sam na sam z Iwanowem, zaczną rozmawiać i w końcu dojdą do porozumienia. Niestety Dimitry nie miał zamiaru przebywać w jego towarzystwie. Kiedy Tristian nalegał, Rosjanin dał mu jasno do zrozumienia, że jeśli Schmidt pójdzie za nim, nie tyle, co znów zamrozi mu ciuchy, ale od razu wyrzuci je za okno i użyje jako zapałkę do grilla. W obliczu takiej "groźby" Tris stwierdził, że lepiej go teraz nie drażnić i sprawę pogodzenia załatwić w inny sposób. A mianowicie Tristian stwierdził, że poczeka aż Dimitry będzie brał prysznic, a kiedy - wedle jego obliczeń - Iwanow będzie już cały w pianie, wyłączy mu wodę i powie przez drzwi, że nie włączy jej z powrotem, póki ten się nie ogarnie. Wtedy Dimitry będzie miał dwie opcje. Albo się z przyjacielem pogodzić i umyć jak człowiek, albo szukać zaworu w samym ręczniku, który zawsze może ześlizgnąć się z jego namydlonego ciała, kiedy ten będzie włączał wodę. Trzeba Tristianowi przyznać, że jest pomysłowy prawie tak samo jak przyjaciel.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 22 : Zostań moj zapalniczką

Siedziałam teraz razem z Tristianem i Nefertari w moim pokoju. Victorii nie było. Jak mnie tylko zobaczyła w progu, szybko chwyciła za kurtkę i rzuciła, że idzie gdzieś z Mattem. Tak... Matt... Od naszej kłótni z Vicky i on się do mnie nie odzywa. Po prostu świetnie. Niby w naszym domy były także inne osoby jak na przykład: Jake, Chace, Harry, Elena, Amy i jeszcze sporo innych Artystów, to na Matcie i na Victorii zależało mi najbardziej. To właśnie z nimi trzymałam się od samego początku. Wiem, że nie często o nich wspominałam, ale to dlatego, że traktuję TO jak mój pamiętnik, a w pamiętniku zapisuje się przeważnie wydarzenia niezwykłe, czasem zabawne, a także inne momenty, które w jakiś sposób utkwiły nam w pamięci... Rzadko kiedy rozdrabniasz się nad zwykłymi, przyjacielskimi rozmowami, w których jest więcej śmiechu niż słów. A takich rozmów było pełno na szkolnych korytarzach... Jak teraz tak patrzę, faktycznie ich zaniedbałam... Aż wstyd się przyznać. Muszę to wszystko jakoś naprawić. Ale potem. Za dwa dni ma się odbyć jesienny bal halloweenowy, a to oznacza, że któreś z moich szkolnych kolegów czy koleżanek może zginąć. A tego nie chcę. Skoro mogę coś zrobić.. cokolwiek, muszę chociaż spróbować nie dopuścić do tego. To z kolei oznacza, że nie mogę się rozpraszać. Później wyciągnę rękę do Victorii i Matta, ale teraz trzeba wraz z Dimitrim, Tristianem i Nefertari skupić się na zadaniu. To sprawa życia i śmierci. Dosłownie. Nie mogę sobie teraz pozwolić na ultimatum Victorii: "ja albo oni", zwłaszcza, że nie chcę wybierać.

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 21 : Z cyklu : jak uprzykrzyć życie przyjacielowi? cz. 2

Przez chwilę zastanawiałem się, co z tym fantem począć. Żeby zrobić tej małej gnidzie na złość, odpakowałem i przybiłem do ściany jego największą świętość w dzisiejszym dniu - tą nieszczęsną tarczę do rzutek. Do samego środka planszy przyszpiliłem zdjęcie legitymacyjne Tristiana i zacząłem, nie podnosząc się z łóżka, ciskać w jego podobiznę ostrymi strzałkami. I wtedy mnie olśniło. Jak oparzony zerwałem się z miejsca i podbiegłem do leżącego na biurku telefonu. Szybko odblokowałem komórkę. Mimo irytacji, mimowolnie zacząłem się śmiać, widząc moją nową tapetę. Widać nie powinienem był zostawiać komórki tak długo na jego pastwę. Ta... Teraz zamiast logo Nirvany, miałem na pulpicie jakiegoś starego, bezzębnego dziada w arabskim turbanie z napisem: "zapowiada się bombowa zabawa". Nie wiem, skąd on bierze te zorane fotki arabusów. Kiedy przypomniałem sobie, że jestem na niego wściekły, szybko wystukałem odpowiedni numer.
- Halo? Czy dodzwoniłem się do...
- Dzień dobry. Tu Wspólnota Eucharystycznego Ruchu Młodych, przy parafii świętego Szymona. W czym możemy ci pomóc, bracie chrześcijaninie? - ozwał się delikatny, kobiecy głos po drugiej stronie, przerywając mi. Cholera. Jednak nie ten numer.
- Eeee... Przepraszam, pomyłka - rzuciłem szybko, rozłączając się jeszcze szybciej. Pośpiesznie wystukałem numer po raz kolejny, upewniając się chyba z trzy razy, czy znów nie połączy mnie z jakąś parafią. Chociaż w sumie może to był znak... Znak, że jak już go zabiję, to powinienem iść się wyspowiadać, żeby w razie kolejnego zabójstwa mieć czystą kartę.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 21 : Z cyklu : jak uprzykrzyć życie przyjacielowi? cz. 1


// Perspektywa Dimitriego //

Gdy wróciłem z Kingdom of Music, myślę, że nie trzeba być geniuszem, aby wywnioskować po nazwie, że to nie sklep z marmoladą, tylko z płytami, zobaczyłem na szafce nocnej zgiętą karteczkę. Odrzucając na łóżku mój nowy zakup - pierwszy album Black Sabbath  - podszedłem bliżej i rozwinąłem liścik.

"Razem z Nimfadorą jadę do Harisson&Ford, żeby mieć oko na tego łosia - Parkera.

Nie czekaj z kolacją xD
Chyba że znalazł byś kogoś z A Rh +, to wiesz, że ja zawsze chętnie ;)

No to tyle co miałem ci do powiedzenia, nie podpisuję się, bo chyba się domyślasz, że to ja, ciołku.

PS Jak cię nie było, przyszła moja tarcza do rzutek (trzeba na czymś trenować celność, bo gdy nadejdzie apokalipsa zombie, będzie już za późno na szkolenie; tobie też radzę coś zorganizować sobie do ćwiczeń). Mam tylko jedną uwagę, nie żebym ci nie ufał czy coś, ale... NIE RUSZAJ.

Twój Tristian, na wszelki, gdybyś się jednak nie domyślił."
 
Wcześniej nie byłem zainteresowany wielką paczką, leżącą na łóżku Trisa, ale teraz tak jakoś przykuła moją uwagę.... Uśmiechnąłem się pod nosem. No co? Nawet bym jej nie zauważył z moją spostrzegawczością, gdyby mi nie powiedział, więc jest sam sobie winny. Już miałem ją rozpakować, kiedy usłyszałem odgłos parkującego auta tuż pod moim oknem. Po charakterystycznym terkocie obijającego się kilofa o bagażnik, rozpoznałem, że to moja Honda. Wampirzy słuch to całkiem fajna. Kilof też. Nie pytajcie, do czego mi potrzebny. Zawszę wolę go mieć przy sobie tak na wszelki. Można powiedzieć - takie spaczenie zawodowe hahahaha.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 20 : Nieoczekiwane wyzwanie i eksplodujące akwarium

Siedzieliśmy właśnie z Tristianem przy jednym ze stolików w Harrisson&Ford, klubie, w którym tej nocy imprezował z kumplami Parker "potencjalna ofiara Verisseta" Willis. Chłopak pił przy barze w towarzystwie kilku innych Sportowców i paroma dziewczynami. Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć Cynthii Hariss - zadufanej w sobie diwy z naszego Domu, której jak dotychczas udawało mi się unikać. Hariss na siłę chciała być "tą najbardziej wyluzowaną", w gruncie rzeczy co chwila wybuchała głośnym śmiechem i nieustannie popisywała się przed męską częścią towarzystwa. Jestem dosyć pokojowo nastawioną osobą, ale za każdym razem, gdy Cynthia otwierała swe wymalowane na różowo usteczka, miałam ochotę trzasnąć ją czymś porządnie.
- Nie chcę nic mówić, ale twoja koleżaneczka właśnie obgaduje cię przed Willisem - powiedział ściszonym głosem Tristian, skinąwszy dyskretnie głową w stronę Cynthii. No tak, jako wampir słyszał dużo więcej. Zagotowało się we mnie.
- Co ta tleniona Barbie o mnie wygaduje?! - syknęłam cicho, piorunując spojrzeniem odwróconą do mnie plecami dziewczynę.
- Nie  przejmuj się, Nimi, same głupstwa - wampir zbył mnie machnięciem dłoni.
- Gadaj mi tu zaraz, Schmidt, jak na spowiedzi - zażądałam, krzyżując ręce na piersi.
-Ale Nimfadoro, po co się denerwować? Nie przejmuj się tą pretensjonalną damulką - powiedział, posyłając mi blady uśmiech.
- Mów natychmiast! Chcę wiedzieć!
- No dobrze... Aleś ty uparta - wampir pokręcił głową. - Cynthia mówi, że nie wie, jak... Na serio musisz to usłyszeć?

sobota, 28 czerwca 2014

Ravenclaw ponad wszystko

Zapraszam do czytania, jeśli chcecie wiedzieć, jak potoczą się losy córki aurorów - Eleny, syna wyznawców Voldemorta - Damona i ich przyjaciółki - Ivanne...
Cała trójka uczy się w Hogwarcie, a najstraszniejsze, co może ich spotkać, to szlaban u Filcha. Do czasu. Nagle zaczynają się kłopoty. Już nikt nie będzie bezpieczny.
kliknij tutaj
Tak, to mój 5 blog xD
M.F.

piątek, 20 czerwca 2014

FANPAGE CZTERECH ŻYWIOŁÓW JUŻ JEST NA FB

Witajcie, ponownie! :D
Zachęcam do lajkowania fanowskiej strony czterech żywiołów ;) CIEKAWOSTKI, ZDJĘCIA, INFORMACJE O ROZDZIAŁACH :) Jeśli lubicie czytać POFE i nie wstydzicie się tego przed znajomymi, zachęcam do polubienia :)

Fanpage Tajemnicy Dark Hig na facebooku!

Witajcie, moi kochani! :DDD
Postanowiłam założyć stronę na facebooku dla czytników Tajemnicy Dark High.
Nie zrobiłam tego, aby bawić się w jakiegoś fejma, ale żeby publikować tam różne ciekawostki o bohaterach, których nie znajdziecie w rozdziałach, dodatkowe zdjęcia, muzykę, informacje o rozdziałach. Będą tam także co jakiś czas różne gry dla umilenia czasu. Zachęcam do lajkowania, chyba że się wstydzicie przed znajomymi na fejsie hahaha No, widać, gdzie trzeba kliknąć, żeby was na fanpage'a przeniosło :**  [Kliknij tutaj]

Meridiane Falori

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 19 : Utrata przyjaciółki i pirat drogowy

<<<< NIE SCZYTANE, JAK SĄ JAKIEŚ BŁĘDY, MOŻECIE NAPISAĆ.>>>>

- Victorio, rozumiem, że jesteś wkurzona... Fakt, byłam beznadziejną współlokatorką, a kumpelą jeszcze gorszą, ale... Nie możesz kazać mi wybierać! - zaprotestowałam. Słowa ledwo przechodziły mi przez gardło. Nie zdawałam sobie sprawy, że w tak krótkim czasie odsunęłam się od niej tak bardzo... Wiem, że powinnam na nią patrzeć, gdy do niej mówię, ale... nie mogłam spojrzeć w jej oczy. Wpatrywały się we mnie teraz tak oskarżycielsko... Nie mogłam tego znieść.
- Mogę i właśnie to robię - rzuciła do mnie ostro, krzyżując ręce na piersi. - Ja i Matt albo Iwanow ze swoją świtą. Wybieraj.
- Przecież mogę znaleźć czas i dla was, i dla nich... - próbowałam to jakoś załagodzić. Zależało mi na Vicky i Matcie, chociaż faktycznie spędzałam ostatnio z nimi mało czasu... Nie chciałam ich stracić. Nie mogłam.
- Aha. Już my widzieliśmy jak ci to świetnie wychodziło - prychnęła wściekle Victoria. - A więc? Zdecydowałaś już? Myślałam, że to będzie dla ciebie jasne, kogo masz wybrać... - powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewało boleśnie rozczarowanie.

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 18 : Victoria ma dość

Siedzieliśmy dalej w moim pokoju całą grupą, to znaczy ja z Dimitrim, Tristianem, Nefertari i May. Victoria jeszcze nie wróciła do pokoju, chociaż okupywaliśmy go już od jakiś dobrych dwóch godzin. No ale kto by jej się dziwił? Iwanow nieźle zalazł Vicky za skórę, ale teoretycznie aż sama się o to prosiła. Ech, nie ważne. Ponieważ jasno dałam do zrozumienia, że nie będę siedzieć bezczynnie nad zeszytem od matmy, kiedy któreś z moich przyjaciół lub znajomych ze szkoły jest zagrożone, Tristian w końcu uległ i powiedział, że mogę razem z nim pilnować Parkera Willisa. Właśnie przez te dwie godziny tak zdążyłam zmaltretować psychicznie Schmidta i go sobie urobić, choć to on był najbardziej przeciwny mojemu udziału w patrolach, że chyba zapiszę to sobie do osiągnięć. Swoją drogą mój przyszły pracodawca na pewno by się porządnie zdziwił, gdyby przeczytał w moim CV: "Przekonała starego wampira, żeby wyraził zgodę na ryzykowanie przez nią życia między w przerwach między lekcjami a odrabianiem prac domowych". Tak, to brzmi super. Ale jako dopisek na podaniu o przyjęcie do szpitala psychiatrycznego... Może jednak nie będę o tym wspominać w dokumentach?

środa, 4 czerwca 2014

FOTOGRAFIA - INSPIRACJE

Witajcie! Chciałam was bardzo prosić o lajkowanie nowej strony na facebooku (założonej przez moją przyjaciółkę). Dopiero zaczyna i potrzebuje polubień, żeby się rozkręcić ;)
Jak głosi tytuł posta, jest o fotografii ;) Każdego pasjonata pstrykania fotek zachęcam do zalajkowania i nadsyłania zdjęć swojego autorstwa :)
Wasza Sarikah :*****

piątek, 30 maja 2014

Rozdział 17: Przekazanie informacji

Nie minęło dziesięć minut, jak rozległo się donośnie pukanie do drzwi naszego pokoju.
- Idź otworzyć, Nim - rzuciła do mnie Victoria, nie odrywając wzroku od laptopa, w którym w dalszym ciągu szukała kolejnych rewelacji odnośnie zabójcy, ba! Psychopaty z Dark. Na jej twarzy malowało się całkowite skupienie, a oczy lśniły ekscytacją. Z wolna pokiwałam głową i chwiejnym krokiem ruszyłam do drzwi. Dalej byłam roztrzęsiona. To czego się dowiedziałam od Victorii... to było gorsze od najstraszniejszego horroru... Zwłaszcza, że to działo się naprawdę. I dalej się dzieje i dziać będzie, jeśli tego nie powstrzymamy. Ofiara i data kolejnego ataku zostały już wyznaczone. Teraz pozostaje czekać.
- Mów natychmiast, co się stało! - zawołał na wejściu Tristian. Za nim do naszego pokoju wpadł jak burza Dimitry, po nim Nefertari i May.
- Zaraz, co tu się dzieje? Ile was tu?! - rzuciła z irytacją Victoria, mierząc Historyków i Humanistkę chłodnym spojrzeniem. Nawet nie kryła niechęci wobec Iwanowa i spółki.

środa, 28 maja 2014

Sarikah Rossmary

Witajcie, moi drodzy :*
Chciałam wam tylko powiedzieć, ze zmieniłam nazwę mojego drugiego konta (tego) z Nimfadora Rosengard na Sarikhę Rossmary ;) Imię Sarikah (podobnie jak Falen, Navi, Meridiane) wymyśliłam sama, więc jeśli się wam podoba i chcecie je gdzieś wykorzystać, poinformujcie mnie xD
No to tyle, co chciałam wam powiedzieć :) Nowy rozdział będzie niedługo, więc nie będziecie czekać długo ;*
Do następnego posta, Sarikah Rossmary (Meridiane Falori)

piątek, 23 maja 2014

Rozdizał 16: Historia zatacza koło



Zaraz po lekcjach udałam się do Domu Umysłów Ścisłych, żeby znowu prosić Scotta o pomoc. Jutro mam klasówkę z chemii, a tak się składa, że kompletnie nic nie umiem. No jasne, niby były te dwa tygodnie na naukę, ale szukanie medium i próbowanie rozgryzienia Łowców zajmowało wystarczająco dużo czasu, aby się nie wyrobić. Tak więc jeszcze nie zdążyłam dobrze ochłonąć po kółku z Claire, a już miałam zatruwać swój umysł pierwiastkami, izomerami i wszelkiego rodzaju innymi dziwactwami. Wiedziałam, że pewnie i tak się nie skupię, bo nie mogłam przestać myśleć o tym, czego ta baba chce od Victorii, no ale trzeba chociaż spróbować.
- O, cześć, Nimi – przywitał się z szerokim uśmiechem na ustach Scott, kiedy zapukałam do jego drzwi. Był on średniego wzrostu osobnikiem płci męskiej o smukłej sylwetce. Miał gęste, brązowe włosy i czekoladowe oczy, a na nosie okulary kujonki, które nadawały mu „mądrego” wyglądu. Scott posiadał wydatne kości policzkowe, których niejedna osoba mogłaby mu pozazdrościć. W tym ja.
- Hejka, słuchaj, mam interes… – zaczęłam, odwzajemniając uśmiech.
- Niech zgadnę, widmo kolejnej jedynki z chemii spędza ci sen z powiek? – spytał ze śmiechem, przepuszczając mnie w drzwiach.
- Jak ty mnie znasz – rzuciłam, wchodząc do środka.

poniedziałek, 19 maja 2014

Facebook

Czasami niektórzy mają do mnie sprawę i piszą na maila (bo podawałam, jak prosili), ale z racji tego, że na skrzynkę pocztową rzadko zaglądam, postanowiłam założyć sobie drugiego facebooka jako Meridiane Falori.
Wiecie, to konto przyda mi się do promowani bloga na innych stronkach, wiecie, pyta się ludzi, czy cię udostępnią, etc. Jeśli chcecie, możecie śmiało pisać i dodawać mnie do znajomych. Ja nie gryzę ;*

Meridiane Falori fb [klik]

sobota, 17 maja 2014

Zaraz szlak mnie trafi !

OD RANA JAKAŚ DZIEWCZYNA (BO ZAKŁADAM, ŻE TO DZIEWCZYNA, ALE KTO JĄ TAM WIE. MOŻE OBOJNAK, JA NIE OCENIAM :P) ZARZUCA MI POD KAŻDYM ROZDZIAŁEM TAJEMNICY DARK HIGH PLAGIAT, POD CZTEREMA ŻYWIOŁAMI TEŻ. ALE TO NIE WSZYSTKO... PO PROLOGU OPOWIEŚCI Z ERITHEL (ZAJMUJĄCYM OKOŁO JEDNĄ STRONĘ WORDOWSKĄ ZALEDWIE) STWIERDZIŁA, ŻE JEST WSZYSTKO ŚCIĄGNIĘTE Z WŁADCÓW PIERŚCIENI. KIT Z TYM, ŻE NAWET ICH NIE CZYTAŁAM I WIDZIAŁAM TYLKO RAZ CZY DWA FILMY! MASZ RACJĘ, ANONIMKO, NIE MA U MNIE MOTYWU PIERŚCIENIA, A JEDYNIE ZAGINIONE BERŁO, NIE MA U MNIE ODPOWIEDNIKA MORDURU, ALE TEŻ TO SZCZEGÓŁ, ZAMIAST HOBBITÓW I KRASNOLUDÓW WALCZĄCYCH Z SZABELKĄ MAM WAMPIRY, WILKOŁAKI, LUDZI - SMOKI, SYRENY, A TAKŻE CZAROWNIKÓW (KTÓRZY O DZIWO NIE SĄ STARSZYMI PANAMI Z LASKĄ JAK GANDALF), ALE PRZECIEŻ WSZYSTKO JEST CHOLERA JASNA SKRADZIONE!
TAK JAK NA TAJEMNICY DARK HIGH. MOI DRODZY, JEŚLI KTÓREŚ Z WAS CZYTAJĄC KSIĄŻKĘ, CZY OGLĄDAJĄC SERIAL NATKNĘŁO SIĘ NA POSTAĆ NIMFADORY ROSENGARD, ZAKONU SALENITÓW, MAY - MEDIUM, CZY CHOĆBY VERISSETA (KTÓREGO SAMA WYMYŚLIŁAM), TO NIECH DA MI ZNAĆ! CHĘTNIE PRZECZYTAM!!!
POMIJAJĄC, ŻE LUDZI TAKICH JAK NIMFADORA (CZYLI FALIREE) SAMA WYMYŚLIŁAM TEŻ. JAK SIĘ POJAWIAJĄ W INNYCH OPOWIADANIACH (BO SĄ TEŻ TACY) MAJĄ ZUPEŁNIE INNĄ NAZWĘ. SZKOŁY, PODZIELONEJ NA SIEDEM DOMÓW, WEDŁUG UMIEJĘTNOŚCI TEŻ NIE WIDZIAŁAM NIGDZIE. OJ, PRZEPRASZAM, PRZYPOMNIAŁAM SOBIE, ZE W JEDNYM ROZDZIALE ZAPOŻYCZYŁAM SŁOWO PREFEKT Z HARRY'EGO POTTERA, MACIE MNIE! CAŁA HISTORIA TO PRZECIEŻ PLAGIAT!
ANONIMOWE COŚ, JEŚLI TO CZYTASZ, TO WIEDZ, ŻE NIKT CIĘ NA MOIM BLOGU NIE TRZYMA. DZIWNE, ŻE NIKT Z PRZESZŁO 100 OSÓB, KTÓRE OBSERWUJĄ MÓJ DRUGI PROFIL (MERIDIANE FALORI) NIGDY NIE DOSZUKAŁO SIĘ U MNIE PLAGIATU! JAK NIE UMIESZ SAMA CZEGOŚ STWORZYĆ, NIE ZARZUCAJ INNYM, ŻE SĄ TAK SAMO OGRANICZENI.
Z POWAŻANIEM, MERIDIANE FALORI

PS JEŚLI KTÓREŚ Z WAS, MOI DRODZY CZYTELNICY, RÓWNIEŻ CHCE MI COŚ ZARZUCIĆ, PROSZĘ BARDZO! JEŚLI KTOŚ Z WAS RÓWNIEŻ UWAŻA, ŻE ŚCIĄGAM CAŁĄ FABUŁĘ, NIECH MI NAPISZE. NO ŚMIAŁO!

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 15 : Pogadajmy z Claire o wampiryźmie, a co tam! -,-''



Lekcje jak zwykle kończyłam dobrze po piętnastej, ale dzisiaj musiałam zostać na zajęciach dodatkowych z angielskiego. Na początku roku, kiedy koło prowadziła nasza stara nauczycielka, lubiłam je, ale teraz, gdy pałeczkę przejęła Claire… Nie było już tak fajnie. Myślałam, żeby się wypisać, ale Tristian powiedział mi, żebym tego nie robiła, bo mogłoby to tylko dać Morgan powody do podejrzeń. W sumie miał rację… Tyle miesięcy chodziłam na zajęcia, a nagle coś mi się odwidziało i rzucam to wszystko. To byłoby co najmniej dziwne. Tak czy inaczej, na całe szczęście, nie musiałam zostawać z Claire sam na sam. W kółku byli także Victoria i Matt, Ann Harrway i Stephen Geriz z Domu Poliglotów, Irma Clark od Sportowców oraz bliźniaczki z Domu Humanistów - Jenna i Katie Mirwood wraz z chłopakiem Katie – Dustinem Pollem z Umysłów Ścisłych. Przeważnie w zajęciach brała udział też May, ale dzisiaj coś jej wypadło i nie mogła przyjść.
- A więc.. jaki temat chcecie dziś poruszyć? – spytała Claire, aż przesadnie miłym tonem. Miałam ochotę uciec stamtąd oknem, ale sądzę, że nie udałoby mi się tego zrobić tak, by nikt nie zauważył. I przy okazji nie skręcić sobie karku…
- Może fantastyki? Stworzeń, które według nas nie istnieją, ale jednak są obecne w literaturze każdego narodu i to z dość zbliżonymi opisami… – podsunęła Victoria, mierząc Morgan bystrym spojrzeniem swych szarych oczu. No tak… Cała Victoria… Ona jeszcze nie dała za wygraną. Ciągle szuka w książkach i Internecie informacji o nadprzyrodzonych stworzeniach, które mogły przyczynić się do śmierci Lydii. Mimo że próbuję jej wcisnąć, że może rzeczywiście jej przyjaciółka popełniła samobójstwo, ona nie chce mi wierzyć. Nie dziwię się. Nie ma nic złego w ciekawości Vicky, ale boję się, że w końcu natrafi na coś, przez co mogłaby wpakować się w kłopoty.
- Możesz rozwinąć myśl? – poprosiła uprzejmie Claire, odrzucając do tyłu swoje długie, ogniste włosy. I w tym momencie aż korciło mnie, żeby powiedzieć „co rude to fałszywe”. Powiedzenie pasuje jak ulał! Ta… I mówi to osoba, która dwa lata temu sama była ruda. No ale przynajmniej mam nauczkę, żeby nie wierzyć temu, co jest napisane na opakowaniu. „Nasza szamponetka schodzi po ośmiu myciach!” – mówili albo raczej pisali. Aha. Myłam włosy codziennie przez pół roku i to cholerstwo dalej się utrzymywało.
- No widzi pani…  - zaczęła Victoria.
- Vicky, daj spokój. Ile razy ci mówiłam, że to nie istnieje – syknęłam cicho, szturchając ją w bok.
- Panno Rosengard, proszę, daj się wypowiedzieć koleżance – ozwała się Claire, robiąc gest, który, jak mniemam, miał zachęcić Victorię do kontynuowania. 

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 14 : Ktoś ma ołówek?!



- Dimitry Nikolaj Iwanow, czyż ty już, do ciężkiej cholery, całkiem zgłupiał?! – warknęłam ściszonym głosem, gdy wyszliśmy z klasy Claire.
- Oj, wyluzuj, wiem, co robię – mruknął na odczepnego, zbywszy mnie machnięciem dłoni. Zagotowało się mnie jeszcze bardziej. Jeśli Łowcy go nie zabiją, to chyba ja to zrobię. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, może wbiję mu ołówek w serce albo wykałaczkę, ale nie daruję mu tego, co dzisiaj odstawił.
- Tak, ty wiesz co robisz. Ty wiesz, co robisz. Ty, cholera jasna, zawsze wiesz, co robisz!
- Oj, ciszej, skarbie, ciszej – szepnął, przypierając mnie do ściany i zasłaniając usta dłonią. O nie, nie dam się tak łatwo uciszyć. Próbowałam się wyrwać, a kiedy to nie poskutkowało, wtedy... cóż… po prostu go ugryzłam.
- Auu – syknął, natychmiast zabierając dłoń, po czym dodał z drwiącym uśmieszkiem na ustach – Zadziorna. Lubię takie.
- Zapamiętaj sobie: nigdy więcej nie próbuj mnie uciszyć – powiedziałam groźnie.
- Złość piękności szkodzi.
- Och, weź ty się już lepiej zamknij i wytłumacz mi, co ci odbiło.
- To mam się w końcu zamknąć czy tłumaczyć? – spytał, patrząc na mnie spod uniesionej brwi.  Po jego minie widziałam, że bawi go ta cała sytuacja. Miarka się przebrała. Ktoś ma ten ołówek?!

środa, 7 maja 2014

czwartek, 1 maja 2014

Pechowy 13 rozdział : Dimitry vs Claire



Zaraz po przerwie obiadowej miałam angielski razem z Dimitrim. Tak się składało, że właśnie po raz pierwszy tę lekcję prowadziła Claire Morgan. Nie powiem, ciarki mnie przechodziły na samą myśl. Niby wyglądała na miłą, ale Iwanow był pewny, że to Łowczyni, a w takim wypadku musieliśmy się wszyscy pilnować. Kiedy weszliśmy do klasy, pierwszym zaskoczeniem było całkowite przemeblowanie. Wszystkie ławki były odstawione gdzieś w kąt, a całą centralną część sali zajmował utworzony z krzeseł okrąg. Na tablicy natomiast napisane było wielkimi literami imię i nazwisko „nauczycielki”.
- Siadajcie, siadajcie – powiedziała z uśmiechem Claire, gdy wchodziliśmy do klasy. Myślałam, że Dimitry będzie chciał zająć miejsce jak najdalej od tej kobiety, ale ku mojemu zdziwieniu po porostu usiadł na pierwszym krześle z brzegu i to dosyć blisko Morgan, posyłając jej przy tym drwiący uśmieszek w ramach „przywitania”. Claire odwzajemniła go nieco speszona, rumieniąc się. Ja natomiast zajęłam miejsce między Iwanowem a Cynthią (dziewczyna jest z naszego Domu; nie znoszę jej, ale to było jedyne miejsce przy Dimitrim, którego wolałam mieć przy sobie tak na wszelki…). Naprzeciwko mnie usiadł Scott Merryweather, chłopak, który udzielał mi korepetycji z chemii. Całkiem miły gość. Pomachałam mu na przywitanie, a on posłał mi promienny uśmiech w odpowiedzi. Kiedy wszyscy uczniowie z naszej grupy byli już w klasie, domniemana Łowczyni zabrała głos.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 12 : W kantorku na trzecim piętrze



Podczas gdy wszyscy byli na stołówce, my postanowiliśmy porozmawiać sobie z May w jakimś ustronnym miejscu. Ze względów bezpieczeństwa postanowiliśmy nie otwierać teraz przejścia do Komnaty Zakonu, więc trzeba było wymyślić coś prowizorycznego. Padło na schowek na miotły na trzecim piętrze.
- Słuchaj, piękna, masz minutę, żeby wszystko nam wyjaśnić – powiedział na pozór spokojnie Dimitry, zamykając za nami drzwi, lecz w jego czarnych oczach kryła się groźba. May przeszedł dreszcz. Bała się Iwanowa jak cała szkoła, zresztą słusznie. Ludzi, których traktował w miarę normalnie można byłoby zliczyć na palcach jednej ręki.
- Ja… Nie wiem, o czym mówisz… - wyjąkała, szukając wzrokiem we mnie pomocy. Jednakże ja nic nie odpowiedziałam. Niech Dimitry robi to, co uważa za słuszne. Cokolwiek nie powie i tak nie zrobi jej krzywdy. Chyba…
- Słuchaj, widzisz tą tamtą? – tu Iwanow wskazał na mnie skinieniem głowy. – Ona też mówiła, że nic nie wie, ale po kilku godzinach spędzonych z nami, tak jakoś wróciła jej pamięć…
- Ale ja naprawdę nie jestem żadnym medium ani nic z tych rzeczy! – dziewczyna od Humanistów nie dawała za wygraną.
- Na miłość Izydy! – wywarło się Nefertari. – Słuchaj, mam zły dzień, jestem głodna, a zamiast iść po jedzenie, siedzę tu z tobą, zamknięta w jakiejś klitce, a w dodatku przez tych dwóch bałwanów –spojrzała znacząco na Dimitriego i Tristiana, który unosił teraz ręce w obronnym geście – nie mogłam się porządnie wyspać, więc słuchaj Mulan czy jak ci tam, pomożesz nam czy chcesz, czy nie. Rozumiemy się? – warknęła Nef. Jeny... Dawno nie widziałam jej tak wkurzonej. Chłopcy naprawdę musieli jej nadepnąć na odcisk.
- No dobra, już dobra, jestem tym medium, tak? Czego wy ode mnie chcecie i jak się dowiedzieliście?! To, kim jestem, nie powinno was interesować! – zawołała w końcu piskliwym głosikiem.
- No, no, no, brawo, Nefi – pochwalił Tristian. – Chyba minęłaś się z powołaniem. Powinnaś pracować przy przesłuchaniach w CSI.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 11 : Moja przygoda z szybem wentylacyjnym



W porze lunchu zabraliśmy się do realizacji planu. Wcisnęłam Victorii i Mattowi jakiś kit, że nie będę dziś z nimi jadła, bo idę… Właściwie to nie pamiętam, co im powiedziałam, więc aktualnie modlę się w duchu, żeby nie wracali do tematu, bo mogłabym zaplątać się w zeznaniach. Tak czy inaczej Vicky jest coraz bardziej zazdrosna o czas spędzany z Historią, no i robi się podejrzliwa… Ciągle mnie o wszystko wypytuje. Nie jest za dobrze. Wracając do tematu… Kiedy wszyscy uczniowie i nauczyciele byli w stołówce, my zaczęliśmy akcję pod kryptonimem „znaleźć medium”. Plan był prosty. Jedno z nas wchodzi do kanałów wentylacyjnych i rozpyla niewidoczny i bezwonny gaz. Tą osobą jestem ja. Z pomocą swoich mocy mam to rozprzestrzenić po całej sali. Pod wpływem tego „magicznego” gazu, osoba obdarzona nadnaturalną zdolnością  widzenia się ze zmarłymi (w tym również z Fiorence) miałaby zacząć się krztusić, podczas gdy inni nawet nie wyczują obecności tego czegoś w powietrzu. Nefertari powiedziała, że każde medium jest bardzo wrażliwe na takie substancje… Kiedy będziemy wiedzieć kto to, zgarniemy go dyskretnie tak, jak Dimitry i spółka zgarnęli mnie.
- I jak ja mam się tam niby dostać? – spytałam, patrząc na znajdujący się pod sufitem otwór wentylacyjny. Jeszcze zakratowany.
- Wejdę na szafkę, wyłamię kratę i cię podsadzę – powiedział Dimitry, rozglądając się w koło, czy aby nikt nas nie obserwuje. W tym momencie jak nigdy byłam wdzięczna Shawowi, że nie zainwestował w monitoring.

środa, 16 kwietnia 2014

Prophecy of alamer~zwiastun bloga [poprawiony!]

Cześć :) Udostępniam wam poprawiony zwiastun. Tamten był po prostu nudny, przez tą muzykę... Teraz jest myślę bardziej emocjonująca...Zresztą sami sprawdźcie  xD

Nimfadora Rosengard

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 10 : Claire i Alex Morganowie



/Chwilowa zmiana narracji/
Około drugiej w nocy na teren internatu wjechał czarny samochód marki Ford. Z racji późnej godziny wokół nie było żywego ducha, prócz jednej osoby, czekającej na przybyłych na parkingu.
- Alex! Claire! – zawołał jowialnie pan Darcy, kiedy z samochodu wysiadła dwójka młodych ludzi. Pierwszym z nich był wysoki, dobrze zbudowany chłopak o rozczochranych, płowych włosach. Jego złote oczy zdawały się iskrzyć z ekscytacji, a na bladych ustach malował się zawadiacki uśmiech. Zaraz za nim z Forda wysiadła z gracją szczupła, średniego wzrostu dziewczyna o długich falowanych, rudych włosach. Oczy Claire miały taki sam odcień jak u brata. Na nosie i policzkach dziewczyny zaplątało się także kilka złocistych piegów. – Jaka to ulga, że zgodziliście się tu przyjechać z aż Waszyngtonu.
- Jonathan! – Łowczyni uśmiechnęła się przyjaźnie do pana Darcy’ego. – Po co nasz tu sprowadziłeś?
- No właśnie – Alex spojrzał na niego spod uniesionej brwi. – Co to za wielka zagadka, o której mówiłeś przez telefon?

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 9 :Wyznanie Nefertari


Od razu po lekcjach zarządziliśmy spotkanie. Ponieważ wszędzie kręcili się uczniowie tak, jak my wracający ze szkoły, niemożliwe było przedostanie się do kryjówki Zakonu. Musieliśmy więc naradzać się w sypialni Dimitriego i Tristiana. Był to nieduży pokój, znajdujący na trzecim piętrze Domu Historii, na poddaszu konkretniej mówić. Spodziewałam totalnego bałaganu, jak to na pokój chłopców przystało, ale ku mojemu zdziwieniu było tu naprawdę czysto. Ściany ktoś pomalował na ciemno zielony, natomiast podłogę pokrywały dębowe deski. Pod ukośnym sufitem ustawione zostały dwa łóżka. Na jednym pościel była szmaragdowo zielona, a na drugim czarna. Oba okryte były takimi samymi purpurowymi kapami. Między jednym a drugim znajdował się drewniany stolik, na którym stał magnetofon, a tuż obok stojak na płyty. W repertuarze chłopców królowali Bon Jovi, Nirvana i Metallica. Duże okno znajdujące się na ukośnym suficie było zasłonięte czarną zasłoną, gdyż mieszkający tu krwiopijcy raczej średnio lubili słoneczne światło. Co prawda nie stawali przez nie w płomieniach tak, jak na filmach, ale promienie bardzo ich drażniły. W rogu pokoju stał niski, ale bardzo szeroki regał na książki, na którym można było znaleźć między innymi Władcę Pierścieni, Wichrowe Wzgórza, Antygonę, Iliadę, Odyseję, Zbrodnię i karę, Przygody Sherlocka Holmesa, a także starego, poczciwego Draculę . Nie było tutaj miejsca dla nowoczesnych pozycji takich jak Harry Potter. W dwóch przeciwnych końcach pokoju ustawiono biurka, na których w przeciwieństwie do mojego, nie zalegały sterty porozrzucanych papierów i góry zeszytów. Wręcz przeciwnie. Znajdowały się tam tylko laptop, lampka i przybornik. W całym pomieszczenie nie było ani żadnych plakatów, ani proporczyków ulubionych drużyn baseballowych zwłaszcza, że z tego co wiem, Dimitriemu tyle lat życia nie starczyło, by zrozumieć jego zasady. 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Tajemnica Dark High - zwiastun bloga



Właśnie dostałam zwiastun na Tajemnicę Dark High :D Dziękuję za niego Dominice :) Piszcie, co o nim myślicie :D Mi się osobiście podoba :D No, ale ocena należy do was ;)

Nimfadora R.

Power of four elements ~ zwiastun bloga

Zapraszam do obejrzenia zwiastuna na mojego drugiego bloga - Cztery żywioły [kilk] :D

Ci,
co doskonale znają fabułę, mogą porównać zwiastun z opowiadaniem, a ci,
którzy nie odwiedzili jeszcze Czterech żywiołów, niech napiszą, jeśli
zwiastun zachęcił ich do odwiedzenia mojego bloga :D


Specjalne podziękowania należą się Monice, która to wykonała to cudeńko <3

~ Meridiane Falori ^^^



niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 8 : Sprowadzić Łowców



//Jednorazowa zmiana narracji//

Sebastian Christopher Shaw był dyrektorem w Dark High od przeszło dwudziestu lat. Kiedy zdecydował się na objęcie tej posady, jego poprzednik co prawda ostrzegał go przed duchami i upiorami, które rzekomo miały nawiedzać to miejsce, lecz on nigdy nie wierzył w te bajeczki. Shaw zawsze uważał się za człowieka poważnego, którego nienaganna opinia nie mogła zostać zszargana wiarą w takie zabobony. Był poważnym urzędnikiem państwowym, a przynajmniej za takiego się miał. Sądził, że dawno już wyrośl z historii o duchach i zjawach czy też innych monstrach. .. Przez te dwadzieścia lat, przez które piastował urząd dyrektora, w D.H. nie wydarzyło się nic, co mogłoby go skłonić do uwierzenia w opowiastki opisywane przez swojego poprzednika, dyrektora Collsona. Niestety ostatnie wydarzenia skutecznie zmąciły spokój panujący w Dark już od dawna i sprawiły, że i on zaczął wierzyć, iż coś jest na rzeczy. Chociaż Shaw zapłacił prokuratorowi, z którym znał się jeszcze z czasów studenckich, za umorzenie śledztwa w sprawie śmierci Lydii Williams i wmówienie jej rodzinie, iż dziewczyna popełniła samobójstwo, nie załatwiło to sprawy całkowicie...  Uczniowie nadal poszeptywali między sobą. Nie chcieli zapomnieć, tak jak zapomniał Shaw. Jakby tego było mało, teraz jeszcze ta wiadomość na ścianie Ósmego Domu... Zarówno dyrektor, jaki i nauczyciele, a także niektórzy wychowankowie D.H. byli świadomi tego, że coś się święci.
- Chyba zdajesz sobie sprawę, że musimy coś zrobić, Sebastianie - ozwał się Darcy, opiekun Domu Artystów, mierząc ponaglającym spojrzeniem swojego podstarzałego już przełożonego, który siedział teraz na przeciwko niego przy owalnym stole w pokoju nauczycielskim. Po prawej i lewej obu panów zasiadali pozostali nauczyciele.
- Wiem, Johnatanie, wiem - mruknął Shaw, poprawiając swoje okulary połówki, które zsuwały się nieustannie z jego haczykowatego nosa. - Pytanie brzmi "co zrobić"?
- Już ci mówiłem, Shaw - wtrącił ostrym głosem Weckmann, łypiąc na niego spode łba.
- Haroldzie, nie możemy sprowadzić Łowców... Jeszcze za wcześnie - zaprotestowała łagodnie Jane Greeny, opiekunka Domu Poliglotów. Mimo swojego młodego wieku to właśnie jej dyrektor Shaw postanowił powierzyć rolę wychowawcy.- Poczekajmy na rozwój wypadków...
- Jeśli będziemy zwlekać i dojdzie do kolejnego zabójstwa czy ataku, już nie uda nam się tak łatwo pozbyć dziennikarzy i glin. Imię szkoły zostanie zszargane, a my nie możemy dopuścić do skandalu! - powiedział swym tubalnym głosem trener Turner, opiekun Sportowców.
- Dobrze, już dobrze... - westchnął ciężko Shaw, przeczesując dłonią swoje czarne, przyprószone siwizną włosy. - Johnatanie, zadzwoń jeszcze dziś po Morganów. Niech przyjadą - zwrócił się do Darcy'iego z pewną nutą rezygnacji w głosie. Dyrektor chciał zrobić wszystko, byleby tylko obeszło się bez Łowców. Mogliby oni zakłócić funkcjonowanie szkoły, wprowadzić zbędne zamieszanie... A przecież tego nie chciał. Jeszcze tego brakowało, by jacyś obcy panoszyli się po jego szkole i może jeszcze próbowali rozstawiać go po kątach.
- Zrobię to jak tylko wrócę do Internatu - obiecał Darcy, na którego twarzy wyraźnie malował się triumf. - Morganowie wytropią wszystkich mutantów, którzy się tu kręcą, bo wierzę, iż takich osobników mamy więcej niż jednego w naszych szeregach - powiedział, a jego chłodne oczy błysnęły złowrogo. - Alexander i Claire wszystkim się zajmą - zapewnił pewny siebie. Rodzeństwo Morganów zaliczało się do najbardziej profesjonalnych i najbardziej cenionych w świecie podziemnym Tropicieli. Alex i Claire stanowili duet. Zawsze na akcje wyruszali razem. I zawsze dopinali swego.
- Ale na jakie stanowisko ich osadzimy? - spytała nauczycielka biologii, profesor Revinis.
- To nie stanowi problemu, Daphne - ozwał się sędziwy mężczyzna, uczący w tej szkole historii od przeszło trzydziestu lat. - Alexowi mógłbym odstąpić stanowisko opiekuna w moim Domu. Ja i tak myślałem o jakimś urlopie zdrowotnym, bo ta dzieciarnia mnie wykańcza. A co się tyczy jego siostry... W sumie i tak pan szukał drugiej nauczycielki angielskiego, gdyż doszły mnie słuchy, że pani Terinny nie wyrabia się już czasowo - zwrócił się do dyrektora.
- No tak, no tak… - westchnął ciężko Shaw.
- W takim razie wszystko ustalone - klasnął w dłonie Darcy. – Przyjadą i wybiją całą tą pod ludzką hołotę, a Dark High odzyska dobre imię.

 Nimfadora Rosengard ^^^

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 7 : Nocna spowiedź



Zmieszana otworzyłam pospiesznie drzwi Internatu i na paluszkach weszłam do środka. Było bardzo ciemno i cicho, domyśliłam się, że wszyscy dawno spali. Uważając, by ich nie zbudzić, udałam się do sypialni mojej i Victorii. Z racji tego, iż było tak ciemno, że nie mogłam znaleźć włącznika światła, musiałam szukać schodów „na czuja”. Tak jak za dnia chwilami przerażały mnie te wszystkie portrety, zerkające na mnie wrogo z obrazów, to w nocy wyglądało to wszystko jeszcze gorzej. Rodem jak z horroru. W końcu dotarłam do drzwi naszego pokoju, przekręciłam ostrożnie gałkę i weszłam do środka. Kiedy tylko przekroczyłam próg sypialni, nagle rozbłysło ostre światło, rażące mnie w oczy.
- Gdzieś ty była? Martwiłam się o ciebie! – rzuciła oskarżycielskim tonem Victoria, kierując lampkę biurową prosto na moją twarz.
- Nie potrzebnie – mruknęłam, mrużąc oczy przed światłem.  – Cały czas byłam ze… Scottem. Wiesz, że się uczyliśmy – powiedziałam szybko, unikając jej spojrzenia. – Tak poza tym, możesz to opuścić?
- Już się robi – powiedziała, ustawiając lampę tak, by nie świeciła mi już prosto w twarz. – Od kiedy to korki z chemii trwają do trzeciej w nocy? Tak długo cię nie było, że już myślałam, że testujecie w praktyce. Jakieś białe proszki czy coś…
- Bardzo zabawne – odparłam, posyłając jej krzywy uśmiech. – Po prostu się uczyliśmy.
- Nim, co ty masz na sobie? – spytała nagle, przyglądając mi się badawczo.
- Ale co? – zdziwiłam się.
- To Dimitriego? – Victoria wskazała na czarną, skórzaną kurtkę, posyłając mi przy tym pytające spojrzenie. Ups, zapomniałam mu jej oddać… Teraz Victoria będzie dociekać, a już prawie ją przekonałam do porzucenia tego tematu. Epic Fail.

wtorek, 25 marca 2014

Tumblr

Cześć :) Niedawno założyłam sobie tumblra i tak sobie pomyślałam, że podam wam linka :) Jeśli będziecie chcieli o coś spytać, to pytajcie, piszcie, obserwujcie :) No to tyle ;* Do następnego rozdziału :D
http://meridiane-falori.tumblr.com/

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 6 : Dimitry Iwanow



- Jak dla mnie ten cały Verisset nie jest aż tak inteligentny – powiedziałam, gdy już zeszliśmy z tematu moich super mocy i przeszliśmy do tematu potwora. – Po co na tej ścianie zostawił inicjały upatrzonej przez siebie ofiary? Teraz wszyscy uczniowie o inicjałach P.W. będą siedzieć przestraszone w internatach i Verisset nie będzie miał, jak ich dopaść. Jak dla mnie to coś ma poważne problemy z myśleniem strategicznym.
- Wcale nie – sprzeciwił się Dimitry. – Pisząc to, wykazał się ogromną inteligencją i sprytem. Widać, że zna się na rzeczy.
- Nie rozumiem…
-  Pomyśl tylko, Nimfadoro – nakazał mi chłopak, przeszywając mnie na wskroś spojrzeniem swych ciemnych oczu. – Gdyby ich nie podał, gdyby Verisset nie naprowadził ludzi na trop ofiary, każdy by myślał, że to tylko dowcip, że na pewno nie padnie na niego… A tak? W szkole pewnie będzie z pięćdziesiąt osób o takich inicjałach i te pięćdziesiąt osób przez najbliższy czas będzie drżało ze strachu. A o to właśnie chodzi zabójcy. On rozkoszuje się ich paniką. Dodatkowo zlęknieni będą przyjaciele potencjalnych ofiar. W ten sposób zapanuje ogólna psychoza. Verisset doskonale wie, co robi – wyjaśnił. W sumie coś było w jego słowach… Dimitry miał rację. W ten sposób zagrożenie stało się dla uczniów bardziej realne. – Wiecie co? Coś mi się przypomniało… Zaraz wrócę – rzucił nagle Iwanow, po czym szybko wyszedł z komnaty Salenitów. 
- Pójdę z tobą! – zawołała za nim Nefertari, po czym puściła się biegiem za chłopakiem.
- Dimitry ciągle mnie zaskakuje – powiedziałam do Tristiana. – Skąd on tak dobrze zna tok myślenia mordercy? Myślałam, że nie łatwo rozgryźć takiego szaleńca…
- Może jest w stanie go przejrzeć, bo sam też ma sporo na sumieniu… - odpowiedział Schmidt, wzruszając ramionami.
- Co masz na myśli? – spytałam.
- Chcę tylko powiedzieć, że Dimitry też nigdy nie był aniołem. Chyba że śmierci.
- No, ale przecież jest po waszej stronie, czyż nie? O ile dobrze zrozumiałam, wy jesteście „ci dobrzy”, tak?
- Istotnie, teraz Dimitry służy Salenitom, ale nie do końca z własnej woli.
- Nie rozumiem.

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 5 : Zakon Salenitów



Byłam przerażona. Jak oni w ogóle dowiedzieli się, że tam jestem? Nie było mnie widać, nie było mnie słychać, więc jakim cudem?!
- No chodź, kochanie. Nie zrobimy ci krzywdy – powiedział na pozór łagodnym głosem Tristian. Cofnęłam się bezszelestnie kilka kroków w zarośla, zaklinając, by dali mi spokój i, by pomyśleli, że tylko im się wydawało. Na próżno. – Słuchaj, wyjdziesz sama albo pójdę po ciebie – rzucił z lekką irytacją chłopak, a mi nie pozostawało już nic innego, jak tylko rzucić się do ucieczki.
- Ja to załatwię – moich uszu dobiegł znużony głos Dimitriego. – Ty nie grzeszysz delikatnością – powiedział Iwanow, po czym ruszył za mną. Gdy po kilku minutach biegu odwróciłam się, Dimitriego nigdzie nie było. Przystanęłam więc na chwilę, łapiąc oddech. Chyba udało mi się go zgubić. Gdy się znów odwróciłam, stał już przede mną. Serce odeszło mi do gardła. Nie mam pojęcia, jakim cudem pojawił się przy mnie tak znikąd. Przecież sekundę temu jeszcze go nie było! – Nim, wiesz, że nie masz ze mną najmniejszych szans? – wyszeptał mi do ucha, przyciągając  mocno do siebie. Próbowałam się wyrwać, ale nic to nie dało. Dimitry był zbyt silny. Nienaturalnie silny, choć na takiego nie wyglądał. Przez myśl mi przeszło, aby zrobić użytek z Mocy, ale zaraz uświadomiłam sobie, że z kolei wtedy moja tajemnica wyszłaby na jaw, a oni już nie daliby mi spokoju. W takim wypadku pozostawało mi tylko spróbować przekonać ich do mojej „normalności”.
- Puść mnie, proszę – powiedziałam słabo, łamliwym głosem. – Nic ci nie zrobiłam.
-O tym porozmawiamy później – rzucił zdawkowo. – A teraz idziemy dołączyć do reszty.
- Ale Dimitry, ja…
- Nie wykłócaj się ze mną, tylko współpracuj – odparł chłopak, posyłając mi drwiący uśmieszek. – Jeśli będziesz grzeczna, i ja będę miły, a jeśli nie… Cóż wtedy porozmawiamy inaczej.
 - Czy ty mi grozisz? – spytałam ostro, niezdolna ze strachu, aby wykonać jakikolwiek ruch. Dimitry wyraźnie to wyczuł i tylko się roześmiał.
- Mówię tylko, jak będzie. 
- Ale ja nic nie zrobiłam! Słyszałam, co mówiliście. To nie ja nabazgrałam te napisy, nie jestem tym Veri – czymś tam!
- Verissetem, skarbie, Verissetem.
- No właśnie!

sobota, 15 marca 2014

Podzękowania ;)

Chciałabym podziękować wspaniałej Glen za zrobienie nagłówku na tego bloga :)
Jesteś wielka :*
Nimfadora Rosengard ^^^

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 4 : Podsłuchana rozmowa


Wydarzenia tamtej feralnej nocy odcisnęły duży wpływ na społeczność całego Dark. Wszyscy byli przygnębieni, a nawet wystraszeni zaistniałą sytuacją. Lydia miała wielu przyjaciół, lecz nikt nie rozpaczał po niej tak jak Victoria. Moja druga współlokatorka chciała nawet przenieść się do innej szkoły, gdyż wszystko tu kojarzyło jej się ze zmarłą przyjaciółka. Ostatecznie jednak rodzice przekonali ją, by została. Od zabójstwa Lydii minęły już dwa tygodnie, ale i tak nie było nocy, której by nie przepłakała. Początkowo wstawałam z łóżka i ją pocieszałam, lecz gdy dostrzegłam, że ona wcale tego nie chce, dałam spokój. Vicky doceniała troskę moją i Matta, ale nigdy nie przyjmowała pomocy. Widocznie stwierdziła, że musi sama się z tym uporać. Natomiast co się tyczy nauczycieli i dyrektora... Całej tej zgrai w ogóle nie zależało na znalezieniu winnego, lecz bardziej na tym, by informacja o nowym ataku nie dotarła do prasy. Może się bali, że na wieść o nieschwytanym zabójcy, grasującym w okolicy, rodzice zaczną zabierać swoje dzieci i szkoła upadnie. Jestem pewna, że okoliczni policjanci są z nimi w zmowie. Coś tak czuję, że Rada Szkoły opłaciła ich, żeby powiedzieli, że prawdopodobnie śmierć Lydii była śmiercią samobójczą. Nie możliwe, aby wyszkoleni śledczy sami wpadli na taki pomysł. Lydia i samobójstwo?! Rozumiecie to?! Ona miała poderznięte gardło, była cała we krwi, przecież nie mogła sobie sama zrobić czegoś takiego! Czy ci ludzie nie widzieli przerażenia, odmalowanego na jej twarzy? Czy nikt prócz mnie nie słyszał jej rozdzierającego duszę krzyku? Ostatniego błagania o pomoc?! Rozumiem, że dyrektor nie chce stracić pracy i zamykać placówki, ale nie można robić z ludzi głupców! Czy oni w ogóle pomyśleli, jak musieli się czuć rodzice Lydii, gdy usłyszeli, że ich córka „popełniła samobójstwo”? Przecież pewnie będą teraz latami się zadręczać i doszukiwać w tym własnej winy, podczas gdy prawdziwy sprawca pozostaje na wolności. Kiedy minął kolejny tydzień, sprawa niemalże rozeszła się po kościach. Z naszego Domu tylko jedna Victoria wciąż pamiętała i wspominała o przyjaciółce, podczas gdy wszyscy inni, nawet Matt, postanowili „nie rozdrapywać ran”. „Daj spokój, Vicky. Czego byś nie zrobiła, nie przywrócisz jej życia” – powiedział do niej chłopak, za co naskoczyła na niego przy wszystkich.

sobota, 8 marca 2014

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 3 : Ostatnia Noc



Po szczegółowej penetracji mojej walizki, Victoria stwierdziła, że najlepiej będę wyglądać jeśli założę czarną koktajlową sukienkę, sięgającą sporo przed kolano i na to narzucę czarną skórzaną kurtkę, a do tego oczywiście dodatki. Moje długie blond włosy związałam w luźny warkocz i zarzuciłam na prawe ramię.
- Wyglądasz ślicznie – pochwaliła Victoria, stojąc teraz razem ze mną przed lustrem. Miała rację. Jak na moje standardy naprawdę było dobrze, bo wyjątkowo nie miałam ochoty krzyczeć ze strachu na widok swojego odbicia. Vicky dokonała niemożliwego. Po raz pierwszy podobałam się sobie, a już myślałam, że nie dożyję tego dnia…
- Dziękuję – powiedziałam, uśmiechając się do niej. – Dzięki tobie w końcu nie wyglądam jak debil.
- Oj, nie przesadzaj – zaśmiała się melodyjnie. – Wcześniej też było dobrze. Jak to się mówi, ładnemu we wszystkim ładnie.
- Tylko, że ja nie jestem ładna – sprostowałam, odchodząc od lustra i siadając na skraju łóżka.
- Kto jak kto, ale ty akurat nie masz prawa mieć kompleksów – odparła Victoria, wywracając teatralnie oczami.
- Nie zabronisz mi – powiedziałam ze śmiechem. – Tak swoją drogą, nie powinnyśmy już wychodzić? – spojrzałam na zegarek.
- A która jest? – spytała, poprawiając makijaż.
- Dochodzi ósma…
- Już tak późno?!  Daj mi pięć minut i będę gotowa! – zawołała, po czym pobiegła do łazienki. 

wtorek, 25 lutego 2014

Nowy rozdział

Przepraszam, że tyle nic nie dodaję, ale postaram się coś wstawić za max. dwa dni ;) Ogólny zarys rozdziału już mam w głowię, muszę to tylko spisać ;) Zapewniam, że będzie się działo :D

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 2 : Fiorence



 Czekająca pod drzwiami Judith pomogła odnaleźć mi ową 13, do której klucze dał mi pan Darcy. Miałam tylko nadzieję, że dziewczyny, do których mnie przydzielił, nie okażą się rasowymi plastikami.

- To tu – powiedziała gosposia z uśmiechem. – Wy się tam integrujcie, a ja wracam do kuchni.

- Dziękuję – rzuciłam i przekręciłam gałkę w drzwiach numer 13.

- Oooo, to ty jesteś ta nowa? – zawołała od progu ciemnowłosa dziewczyna o śniadej cerze.

- Tak, jestem… - zaczęłam, odkładając bagaże na ziemię, lecz znów mi przerwano. Jednak tym razem zrobiono to bez jawnej niechęci (nie jak to było w przypadku pana Darcy’ego).

-  Wiemy, kim jesteś – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy dziewczyna o kasztanowych włosach i bystrych zielonych oczach, która właśnie malowała paznokcie na swoim łóżku. – Cały dom, aż huczy na wieść o twoim przybyciu. Wiesz, jesteśmy już na trzecim roku i od tamtego czasu nikogo nowego nie przydzielono do Artystów – wyjaśniła.

- Przez co jesteśmy najmniej licznym domem – dodała druga, wzruszając ramionami. – Nie  przedstawiłam się jeszcze– przypomniała sobie nagle dziewczyna o śniadej cerze, uderzając się teatralnie w czoło. – Jestem Victoria Forewood, a to jest Lydia Williams – wskazała na przyjaciółkę, która teraz usilnie próbowała zmyć zielony lakier z jasnej pościeli. Widać malowanie paznokci na łóżku to nigdy nie jest dobry pomysł.

- Witamy w naszych szeregach – zaśmiała się Lydia, posyłając mi przelotne spojrzenie.

- Hmm… Dzięki – rzuciłam pod nosem. Zawsze byłam zakłopotana, gdy poznawałam nowych ludzi. Nie byłam typem przebojowej dziewczyny, która już pierwszego dnia kolonii potrafiła okręcić sobie wszystkich wokół palca. – Gdzie mogę to położyć? – spytałam po chwili, wskazując na walizki z flagą U.S.A.

- Tamta szafa jest pusta – Victoria pokazała palcem na dużą rzeźbioną komodę z białego drewna, która doskonale pasowała do staromodnego wystroju całej sypialni. – Łóżka chyba nie muszę ci wskazywać. Weź to, na którym jest najmniejszy burdel.

Rozdział 1 : Dark High



Po kilku godzinach jazdy z mojego rodzinnego Greevit Falls, tata w końcu zatrzymał samochód na parkingu przed dwupiętrowym, dziewiętnastowiecznym budynkiem z czerwonej cegły, wzniesionym między drzewami lasu, otaczającego szkołę. Był to budynek internatu, jeden z siedmiu, gdyż cała społeczność uczniowska Dark High była podzielona na: umysły ścisłe, humanistów, sportowców, istnych filozofów, miłośników historii, poliglotów i artystów, do których po rozmowie kwalifikacyjnej i mnie włączono. Każda z tych grup mieszkała w osobnym domostwie.

- Uśmiechnij się – poprosiła mama, obejmując mnie ramieniem. – Tu jest naprawdę pięknie. Zobaczysz, wkrótce pokochasz to miejsce – zapewniła.

- Oczywiście – mruknęłam bez entuzjazmu.

- Oj, Nim, nie narzekaj – powiedział tata, wyciągając moje walizki z bagażnika auta. – Od dziecka kochałaś rysować, a to miejsce pozwoli ci rozwijać swoje umiejętności. Czyż nie tego chciałaś?

- Tak, ale mogłam rozwijać je w naszym mieście.

- Obiecaj, że będziesz często dzwonić albo pisać, albo i dzwonić i pisać – rozkazała z ciepłym uśmiechem mama, ignorując moją drobną uwagę.

- Spokojnie, jeszcze dziś wieczorem będziecie po mnie jechać – odparłam, posyłając im ironiczny uśmieszek.