sobota, 11 października 2014

Rozdział 27 : Spotkanie po latach

//Dimitry//

- Tak, Dymitrze, to ja - powiedziała po rosyjsku Anastasia z charakterystyczną dla siebie cierpliwością, przypatrując mi się bacznie swymi czarnymi oczami. Przez chwilę stałem w osłupieniu, niezdolny do wykonania chociażby najmniejszego ruchu. Dyrektor Shaw przenosił non stop wzrok to ze mnie na nią, to na odwrót. Kiedy zobaczył, że to dosyć niezręczna sytuacja, oznajmił, że zostawi nas na chwilę samych, byśmy porozmawiali, bo jak widać, mamy sobie trochę do wyjaśnienia. Gdy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, Anastasia podbiegła do mnie i zawiesiła się na mojej szyi. Drgnąłem, ale się nie wyrwałem. Byłem w tak ciężkim szoku. Po mojej głowie galopowała gonitwa myśli. Miałem wrażenie, że to sen. Cudowny, ale mimo wszystko sen. Bałem się, że za chwilę ktoś mną potrząśnie i się obudzę. A ja nie chciałem się zbudzić. Nie. Kiedyś miałem kochającą rodzinę. Nie byliśmy bogaci, borykaliśmy się z wieloma problemami, ale się kochaliśmy, a to najważniejsze. Przez wieki tkwiłem w przekonaniu, iż to co miałem, straciłem bezpowrotnie. Myślałem, że wszyscy odeszli, że zostałem sam. Matka. Andrej, zastępujący mi biologicznego ojca. Tatiana, najstarszą z całego rodzeństwa.. Maria i Zofia, moje dwie malutkie siostry, które zmarły jeszcze w dzieciństwie - jedna mając cztery latka zaledwie, a druga jeszcze mniej, bo tylko dwa. Do dziś nie wiem, co było przyczyną ich śmierci... I oczywiście Anastasia. A teraz, po tak wielu latach, okazuje się, że przeżył ktoś jeszcze, a nie tylko ja. Że nie jestem tak całkiem sam na tym świecie. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię odnalazłam! Tak długo cię szukałam! Przez ten cały czas! - mówiła drżącym z rozemocjonowania głosem, przytulając mnie mocno do siebie, zupełnie jakby bała się, iż zniknę, jeśli tylko puści. - Ale było warto. Na reszcie się udało - odsunęła się o kilka milimetrów, by móc na mnie spojrzeć. W jej ciemnych oczach, takich samych jak moje, zalśniły łzy. Uśmiechała się najszczerszym ze wszystkich uśmiechów.
- Ale jak to się stało? - spytałem w końcu, również po rosyjsku, też nie mogąc pohamować wzruszenia. Nie płakałem, ale... czułem takie dziwne uczucie w sercu... tak miłe...
- Pamiętasz dzień, w którym zostałeś przemieniony? Nie do końca wiedziałeś, kim się stałeś. Wróciłeś do pałacu Ivana IV i przez przypadek byłeś światkiem tego, jak car dobierał się do mnie. Zrobiłby mi to, gdybyś go wtedy nie zabił... - zaczęła, wciąż drżącym głosem. Ledwo z tego wszystkiego stała na nogach, więc poprowadziłem ją w kierunku małej kanapy. Usiadła, a ja zająłem miejsce koło niej, obejmując ją bratersko ramieniem.
- Pamiętam. Moje pierwsze zabójstwo... - powiedziałem bezbarwnym głosem. Mówi się, że pierwsza śmierć cię zmienia. Tak było w tym przypadku. Nie żebym żałował tego, co zrobiłem carowi. Nie... On na to zasłużył. Latami poniżał całą naszą rodzinę. Ile razy ojca skazywał na chłostę za najdrobniejsze przewinienia. I ile razy robił to mi. Do dziś mam blizny, ciągnące się przez całe plecy. Mimo wszystko nie zabiłbym go, gdyby chodziło tylko o moje upokorzenia. Swoje zawsze starałem się znosić z podniesioną głową, ale nie mogłem patrzeć na krzywdę moim najbliższych. Car wielokrotnie wykorzystywał moją matkę. Tak, właśnie w ten sposób, o którym pomyśleliście. Trzyliterowe słowo zaczynające się na "s", a kończące na "x". Owocem jego nocnych igraszek byłem ja. Nieplanowany, niepożądany, ale jednak, wbrew nienawiści do Iwana IV, kochany przez matkę i jej męża, i traktowany jak śmieć przez biologicznego ojca, który nigdy nie potrafił nawet zapamiętać mojego imienia. Nie chciałem, by zrobił to matce znów. Nie chciałem, by skrzywdził też Anastasię w taki sam sposób, jak skrzywdził ją. Nie mogłem na to pozwolić. Nie chciałem też, by umarł ktoś jeszcze. Marysieńka też może mogłaby żyć, gdyby pozwolił rodzicom nie iść do pracy i zabrać ją wtedy do lekarza. Albo chociaż mi, ale nie. Wszystko było ważniejsze od jej zdrowia.
- Tak i dziękuję za to - wyszeptała cichutko siostra. - A potem... Potem chyba przestraszyłeś się nowych zdolności. Nie wiedziałeś, że stałeś się wampirem, prawda? Nie planowałeś tego, że wydłużą ci się kły i zaczniesz pożywiać się jego krwią.
- Nie. Nie miałem pojęcia - pokręciłem głową. Wiedziałem, że tamtej nocy, w której zginąłem, zaatakował mnie właśnie wampir. Ale gdy się obudziłem... Myślałem, że może darował mi życie. Natasza, moja pierwsza ukochana, widziała, jak umieram, dlatego się mnie wystraszyła, gdy ujrzała mnie ponownie. Żywego. Do końca miałem nadzieję, że nie zostałem zmieniony w demona. No i proszę. Taka niespodzianka... - Najpierw czułem euforię i satysfakcję, widząc tego drania martwego u mych stóp, ale potem byłem tak przerażony i zszokowany. Dotarło do mnie, do czego jestem zdolny.  Przecież wtedy mogłem zabić i ciebie! Nie panowałem nad sobą. Dlatego uciekłem od was, od rodziny. Żeby was nie skrzywdzić. Nie chciałem stać się potworem, ale niestety potem i tak zabijałem. Kiedy zobaczyłem Michaiła Maslowa, jednego z dowódców wojskowych, na pewno pamiętasz tego sadystę, nie powstrzymałem się i też go zabiłem. Potem tak się wszystko potoczyło - z udawaną lekkością wzruszyłem ramionami. Czułem wstyd na samo wspomnienie tego, jakim byłem. A byłem potworem.- Mógłbym kłamać, próbować się wybielić, mówiąc, że zabijałem tylko przestępców i innych złoczyńców, ale...prawda jest inna. Zabijałem każdego. Z mojej ręki życie tracili ludzie, których jedyną winę stanowiło to, iż znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie.
- Wiem. Już wtedy cię szukałam, ale tak szybko się przemieszczałeś, uciekając przed odpowiedzialnością, że to było jak próba nabrania wody w dłonie. Ucieknie, zanim zdążysz się napić - odparła Anastasia, patrząc gdzieś w przestrzeń. - Potem dowiedziałam się, że pracujesz dla Zakonu. Długo mi zajęło odnalezienie tak sprawnie ukrytych kwater saleńickich, a potem chyba ze sto lat ubiegałam się o dostęp do twoich danych. Dostałem go w końcu dzięki wstawiennictwu Saschy...
- Stop, stop, stop! - uniosłem ręce, nakazując jej, żeby zwolniła. - Jaki znów Sascha? - spytałem, mierząc ją podejrzliwym spojrzeniem.
- Sacha Matejew. Wilkołak, pracujący w Zakonie od... od bardzo dawna.
- Nie kojarzę typa.
- Mówił, że kiedyś byliście razem na misji... - próbowała mi przypomnieć.
- Złotko, ja nie pamiętam, kogo wczoraj miałem na obiad, więc nie wyjeżdżaj mi tu z misjami, zwłaszcza że nie jestem nawet pewien, co ja na tej mam robić, więc... - rzuciłem, posyłając jej ironiczny uśmieszek. Anastasia tylko wywróciła oczami.
- Widzę, że ani trochę się nie zmieniłeś - powiedziała, posyłając mi lekkiego kuksańca miedzy żebra tak, jak to robiliśmy w dzieciństwie.
- Tak, czy inaczej, to on mnie nakierował na twój trop. Powiedział, gdzie mniej więcej się znajdujesz, czyli Stany Zjednoczone, stan Luizjana. Tak więc przeszukałam cały stan. Sascha mówił coś o jakiejś szkole, ale nie znał konkretów... Tak więc sprawdzałam jedna po drugiej. Trochę mi to zajęło. Kiedy chciałam się już poddać, a starsza córka w końcu się zbuntowała, dając mi do zrozumienia, że chciałaby nareszcie zacząć żyć jak normalna nastolatka, zrezygnowana osiedliłam się w Dark. Zapisałam Chariee [czyt.: Szari; imię wymyślone przeze mnie] do Dark High. I... wtedy coś mnie tknęło, aby sprawdzić i tutaj. Nie wiedziałam, czy zmieniłeś nazwisko, czy nie, więc patrzyłam po zdjęciach w kartotece i... znalazłam. Poprosiłam dyrektora Shawa, żeby pomógł mi się z tobą skontaktować. I oto jestem - zakończyła swą opowieść, uśmiechając się dumnie i z pewnym rozczuleniem.
Czułem się przeładowany nadmiarem informacji. Nie mogłem uwierzyć, że poświęciła tyle czasu na odnalezienie mnie, a wieść, że ma córkę, i to nastoletnią, wywołała u mnie kolejny szok. Widząc moją minę, spytała - Coś nie tak, Dymitrze?
- Po pierwsze: nie wiem, co powiedzieć... Tyle lat na mnie straciłaś...
- Bardzo mi zależało - odparła, łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk. - A co z "po drugie" i "po trzecie"?
- A więc tak... JAK TO MASZ DZIECI? Czy ty nie masz, dziewczynko, przypadkiem raptem dwudziestu kilku lat? Po trzecie: Z KIM, JA SIĘ PYTAM?! Po czwarte: nadal nie dowiedziałem się, An, jakim cudem jesteś tu teraz ze mną przeszło czterysta ileś tam lat po "naszych czasach"?
- Odpowiem po kolei - odrzekła, a jej twarz przybrała pobłażliwego wyrazu. - Tak, mam. Nawet dwójkę. Siedemnastoletnią Chariee i dziesięcioletniego Aleksego. Miałam około dwudziestu dwóch, kiedy się przemieniłam, ale przecież jestem już od dawna dorosła. Chciałam mieć rodzinę. I założyłam ją właśnie z Saschą Matejewem. To pomoc w poszukiwaniach ciebie zbliżyła nas do siebie. No i ostatnie pytanie, a co za czym idzie, i ostatnia odpowiedź.... Jestem wilkołakiem. My też jesteśmy nieśmiertelni, tak jak wampiry. Po twojej ucieczce, rodzice i nasza siostra, Tatiana, rozpaczali. Myśleli, że nie żyjesz. Tylko ja znałam prawdę,  ale bałam się ją wyjawić, by cię nie ścigano i nie spalono na stosie za...
- Bycie demonem - wtrąciłem.
- Tak... Postanowiłam więc odnaleźć cię na własną rękę. Chciałam nawiązać kontakt z tym krwiopijcą, który cię zabił i przemienił, by i mnie przemienił.. Pomyślałam, że nieśmiertelność to świetna rzecz. Wampira nie znalazłam, ale za to natknęłam się na wilkołaka. A właściwie na wilkołaczkę. Reszty możesz się domyślić.
- Już rozumiem. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że się na to zdecydowałaś..
Zazwyczaj nie byłem sentymentalny, ale przecież nie codziennie dowiadujesz się, że jednak nie jesteś sam na świecie...
- Też się cieszę. Nareszcie możemy być znów rodziną. Przedstawię cię Chariee i Aleksemu. No i Saschy skoro go nie pamiętasz.
- Wiesz... postaram się znaleźć dla ciebie czas w moim napiętym grafiku - rzuciłem, teatralnie przyglądając się swoim paznokciom niczym jakaś diwa. Anastasia zaśmiała się perliście, mrucząc coś w stylu: " Jasne, jasne, a kto tam chce się z tobą niby spotykać".  Też się zaśmiałem, po czym powiedziałem tak całkiem serio.
- Chętnie zobaczę się z twoją wesołą gromadką. Zwłaszcza że jestem ciekawy, jak ta Charliee wygląda, bo nie kojarzę, żeby ktoś taki chodził do Dark....
- Charliee Matejew. Dom Poliglotów - widząc moją minę, westchnęła ciężko i rzuciła - No jasne. Z twoją spostrzegawczością, nie zauważyłbyś słonia, tańczącego  w bikini na rurze w środku miasta, a co dopiero jedna dziewczynkę.
- Nie jestem aż tak mało spostrzegawczy! - wiem, że jestem, ale zaprotestować w obronie swojego "honoru" i męskiej dumy wypada, co nie? - Poza tym, gdyby wyjątkowo seksownie tańczył...
Anastasia wywróciła oczami.
- Jesteś.
- Dzięki.
- To jak? Dziś wyrzucasz z siebie pytania niczym automat. Domyślam się, że masz jeszcze jakieś - zauważyła. Nawet po tylu latach Anastasia znała mnie na wylot.
- Tak... Jak... jak się potoczyło później to wszystko? Co z Tatianą? Matką i Andrejem? Bo o Marysieńce i Zosi wiem... - byłem zdziwiony tą dziwną nutą w moim głosie. Myślałem, że po latach wszystko się zatrze, ale jednak nie. Wspomnienie dwóch malutkich sióstr, które zmarły zdecydowanie za wcześnie, przeszyło mnie jak sztylet. W mojej pamięci dalej żywy pozostawał obraz mdlejącej podczas zabawy Marii, która już nie odzyskała przytomności, i Zofii, która przegrała z gorączką... Takie to były wspaniałe czasy. Tak niewiele brakowało, by śmieć wydarła ci bliskie osoby i złożyło je do malutkich trumienek.
- Matka długo rozpaczała po tobie. Andrej zresztą też. Tak czy inaczej ich życie nie zmieniło się tak bardzo po śmierci cara. Dalej robili to, co przedtem, czyli wszystko, co im kazano. Tatiana natomiast... jej to się poszczęściło - powiedziała Anastasia, a na jej wargach zamajaczył sentymentalny uśmiech. -Wyszła za tego sympatycznego syna młynarza, Wasyla. Pamiętasz go? Nieraz pomagał nam - przytaknąłem. Zawsze wiedziałem, że Wasyl i Tatiana mieli się ku sobie. Cieszę się, że im się udało. Szkoda tylko, że mogę cieszyć się ich szczęściem, dopiero kiedy został po nich już co najwyżej proch w bezimiennych mogiłach. - Pobrali się dwa lata po twoim zniknięciu. Mieli urocze dzieci. Cudowna szóstka. A właściwie piątka, bo Aleksy umarł zaraz po porodzie. Ale cała reszta, to znaczy Sergiej, Oleg, Anna, Klara i Igor dożyli późnej starości. Późnej na tamte czasy rzecz jasna.
- Chociaż tyle. Szkoda, że nigdy ich nie poznałem...
- Faktycznie szkoda...
Milczeliśmy tak przez dobrych kilka minut. Próbowałem przetrawić nowe informacje. Miałem mętlik w głowie. Szczęście spowodowane spotkaniem Anastasi mieszało się z nostalgią, która mnie ogarnęła na myśl o tym, co straciłem przed laty. No ale trzeba iść dalej. Jeśli wiecznie będziemy oglądać się za siebie, nigdy nie zrobimy ani kroku do przodu. A przecież trzeba go zrobić i żyć tu, i teraz.
- Wiesz, chciałabym przedstawić cię mojej rodzinie. W zasadzie to naszej. Może przyjdziesz do mnie jutro na kolację? Mieszkam niedaleko, więc chyba trafisz, nawet z twoją kiepską orientacją w terenie - powiedziała, uśmiechając się drwiąco, ale nie złośliwie.
- Kolacja? Czemu nie, ale wiesz, że ja... hmm.. mam trochę inną dietę, co nie? - uświadomiłem ją delikatnie na wypadek, gdyby się nie domyśliła. - Ale tak poza tym to chętnie.
- Wiem, coś się wymyśli - Anastasia machnęła niedbale ręką. - Świetnie, że się zgadzasz - klasnęła w dłonie ze swoją wrodzoną infantylnością. Po chwili jednak zmrużyła srogo oczy i rzuciła ściszonym głosem - A tylko spróbowałbyś się nie zgodzić.
- Jakżebym śmiał - mruknąłem, przeciągając się w miejscu. - Pamiętam, że ty nigdy nie pytasz, tylko zawsze stawiasz przed faktem dokonanym.
- Zupełnie jak ty- wytknęła mi.
- Szczegóły, szczegóły.
W tym momencie do gabinetu wrócił dyrektor Shaw. Zmierzył nas swoim świdrującym spojrzeniem. Jego okulary zdawały się trochę zaparowane przez kubek z gorącą kawą, który trzymał blisko twarzy. Od razu podnieśliśmy się z miejsca. Rozmowa została zakończona, bo przecież nie będziemy jej kontynuować w obecności dyrcia.
- A więc jutro o dwudziestej. Gardine Road 43 - rzuciła szybko, po czym przytuliła mnie na pożegnanie i wyszła z gabinetu.
- Wszystko załatwione, panie Iwanow? - spytał ciekawsko Shaw, odstawiając kubek na biurko. - Czego chciała od pana ta młoda dama?
- Kwestie rodzinne, o których raczej nie powinno się dyskutować, nie mylę się? - uniosłem wysoko brwi. Shaw nic nie odpowiedział, a ja po prostu wyszedłem jak gdyby nigdy nic. Przechodząc korytarzem minąłem jak zwykle podirytowaną Claire, a byłem w tak dobrym humorze, że nawet jej widok nie potrafił go zepsuć.

***

//Nefertari//

Gdy tylko wyszłam od Nimfadory ze szpitala, wsiadłam w samochód i postanowiłam zrobić rundkę po okolicy. Jeździłam bez celu, jak zawsze, kiedy byłam podminowana. Może to dziwne, ale jazda pomagała mi się uspokoić. W mojej opinii co prawda prowadzenie auta nie równało się z przyjemnością, którą dawała jazda konno czy karetą, bądź też rydwanem, jak za dawnych lat, ale zawsze była to jakaś namiastka. Czułam się okropnie. Beznadziejnie. Totalne dno. Kiedy już ogarnęła mnie ulga, spowodowana tym, że Nimi nic się nie stało, że Tristan przeżył, ja przeżyłam i że Dimitriemu udało się, przynajmniej na razie, wywinąć się Morganom, wszystko znów się spieprzyło. No jasne, Nimfadora to moja przyjaciółka, więc chcę żeby była szczęśliwa, ale... Ech... Ona i Tristan to naprawdę ładna para, mogliby zostać razem. Świetnie, że im się udaje, przynajmniej na razie Ale do tego dochodzi Dimitry. On też jest w niej zakochany, przez co czuję się, jak w jakiejś cholernej telenoweli brazylijskiej. Wszyscy kochają ją, a nikt nie zwraca uwagi na mnie. Nikt. Zupełnie nikt. Jak tak patrzę na ten miłosny trójkącik i na te wszystkie zakochane gołąbeczki w szkole nasuwa mi się tylko jedno pytanie. CO, NA BOSKOŚĆ HATHOR, JEST ZE MNĄ NIE TAK?! Dlaczego każdy potrafi jakoś znaleźć swoją drugą polówkę, kochać i być kochanym, a ja nie? Wszyscy, których kiedykolwiek kochałam, należą do poprzednich epok. Już ich nie ma. Jedyną moją dawną miłością trzymającą się w dalszym ciągu przy życiu jest Tris, z którym non stop schodziliśmy się i rozchodziliśmy, raz tworząc parę, raz przyjaciół. I teraz, chociaż od wielu lat już nie jesteśmy razem i cieszę się jego szczęściem, to...czuję coś dziwnego. Nie potrafię tego zdefiniować. Niby nie jestem w nim zakochana, bo podoba mi się Dimitry, który chyba nigdy nie patrzył na mnie jak na dziewczynę, tylko jak na kumpla od walki, to czuję takie ukłucie w sercu. Czyżby zazdrości? Nie wiem. Może to prawda, co mówią... "Stara miłość nie rdzewieje". Nie wiem już co myśleć. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i zacząć żyć normalnie. Bez Zakonu. Bez misji. Bez walki. I ciągłych przeprowadzek. Może tak zaznałabym w końcu miłości i odpoczynku. I szczęścia. Ale najpierw muszę znaleźć sposób na ponowne stanie się wampirem, bo już nie potrafię inaczej funkcjonować. Zostałam przemieniona tak dawno temu, że te siedemnaście lat, które przeżyłam jako człowiekiem, jest niczym w porównaniu do tych wszystkich tysiącleci, jakie spędziłam po przemianie. Chcę z powrotem moją nieśmiertelność i niezniszczalność, szybkość, refleks i siłę. Nie mam zamiaru wracać do bycia delikatną istotką, którą może zranić nawet kartka papieru. Dlatego zdecydowałam się poprosić Iwana o pomoc. Dla Dimitriego ugryzienie mnie i zabicie nie powinno stanowić problemu. Przecież przemienił już tak wiele osób w swoim życiu... i tak wiele zabił, jak każdy z nas. Bo śmierć jest nieodłącznym elementem wampiryzmu. Możemy starać się być "tymi dobrymi", ale w końcu nadejdzie taki moment, w którym się nie pohamujemy. Najczęściej takie incydenty zdarzają się na początku, gdy zostajemy sami ze swoją przemianą i nie wiemy, jak sobie z tym radzić, co się z nami dzieje.... Mnie na szczęście ten moment ominął, gdyż od początku opiekował się mną Mahir, jeden z doradców Ramzesa, wampir, który mnie przemienił, ratując mi tym samym życie. Niestety ten okres dopadł mnie później. Bliżej czasów Napoleońskich, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły.Nie lubię o tym mówić.
Wchodząc do Domu Historii, minęłam Svena Ariganara i Davida Hellingtona, chłopców z tego samego roku, którzy uraczyli mnie pełnym aprobaty gwizdaniem. Sądzę, że to ten kostium pielęgniarki z poprzedniej nocy zrobił swoje.
- Uuuu, cudne nóżki, Al-Hassan. Reszta też ładniutka - powiedział Sven z głupkowatym uśmieszkiem na ustach. Zawsze myślałam, że trzeba być w pewien sposób mądrym, by dostać się do Dark High. Cóż myliłam się. Głąby zawsze są w cenie.
- Ale dekolt mógłby być większy... - David pokręcił głową.
- Wróćcie lepiej do swoich fapfolderów, ręka sama się nie wyrzeźbi - rzuciłam z ironicznym uśmieszkiem, po czym pomaszerowałam do swojego pokoju. Obejrzałam się jeszcze ukradkowo przez ramię. Po ich minach widać było, że ewidentnie ich zgasiłam, a przecież, jak na mnie, to była tylko delikatna uwaga.
Wpadłam do siebie, to znaczy do mojego małego królestwa zastępczego, które miało stanowić namiastkę moich domów, za którymi tęskniłam. W D.H. uczniowie sami mogli urządzać swoje sypialnie, zmieniać kolory ścian, a nawet podłogę, jeśli kogoś bardzo gorszyło linoleum czy wykładzina, które pierwotnie miały ją pokrywać. A więc tak... Miałam ten pokój na własność, po tym jak Lena Devenish na początku września postanowiła się jednak przepisać do Filozofii.
Trzy z czterech ścian pomalowane były na biało, a jedna, ta przy której stało łóżko, wyłożyłam fototapetą z hieroglifami, przez co mogłam się choć trochę poczuć jak w prawdziwej piramidzie. A na tych białych wisiały przywiezione z teraźniejszego Egiptu pamiątkowe papirusy. Do wyłożenia podłogi użyłam ciemnobrązowych paneli, nie mam bladego pojęcia, jaki to rodzaj drewna, wiem tylko, że ciemnobrązowy. A na nim leżał biało-beżowo-kakaowy dywan z frędzlami. Łóżko, o którym już wspominałam, z teoretycznego punktu widzenia było pojedyncze, ale z praktycznego... W zasadzie to mieściło się na nim około dwóch i pół osoby. Już testowaliśmy to Trisem i Dimitrim, kiedy oglądaliśmy ostatnio razem film i nikomu nie chciało się siedzieć, więc się położyliśmy. Ja się zmieściłam, Tristan też, a Iwanowi zmieściła się tylko połowa, ale Schmidt i tak zaraz go zwalił na ziemię, rozkładając się na jego części. Ostatecznie jednak Iwan zrzucił mi rzeczy z parapetu i tam się ułożył, twierdząc, że pasuje mu ten chłodek od otwartego okna. I tak zasnął w połowie filmu.
Na satynowej, liliowej pościeli leżała czarna torba, w której noszę książki i MP3.
Przy wysokiej szafie, stojącej na przeciw kwadratowego okna zasłoniętego teraz przez złoto-kobaltowe zasłony, stało szerokie biurko z laptopem i górą podręczników na sobie, nad którym wisiał telewizor, a obok znajdywały się drzwi do łazienki. Z kolei przy ścianie obok, na prawo od wejścia, znajdywała się komoda, regał na książki i toaletka, zastawiona kosmetykami, wszelkiego rodzaju błyszczykami, cieniami, tuszami, eyelinerami, lakierami do paznokci i kosmetykami. Nie było tam natomiast ani jednego fluidu czy czegoś z tego rodzaju, bo po pierwsze - nie potrzebowałam ich, po drugie - nie lubiłam ich, denerwowała mnie warstwa jakiejkolwiek mazi na całej powierzchni twarzy, no i po trzecie - wyobraźcie sobie, że chcecie się do kogoś przytulić, a potem odcisk waszej twarzy z fluidu zostaje mu na ubraniu.... Trzy razy na nie, dziękujemy! Do niedawna stało to jeszcze łóżko i biurko Leny, ale dogadałam się z właściwymi osobami i jej meble zostały przeniesione do piwnicy Domu.
Zrzuciłam z siebie zakrwawiony kostium z zeszłej nocy i poszłam wziąć szybki prysznic do łazienki. Po dziesięciu minutach wyszłam i narzuciłam na siebie piaskowy sweter i ciemne jeansy. Wysuszyłam włosy, przeczesałam je i poszłam do pokoju chłopców. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Na szczęście miałam do nich klucz, więc otworzyłam sobie sama i postanowiłam poczekać wewnątrz. Dla umilenia czasu włączyłam radio. Akurat trafiłam na stację puszczającą jakieś starsze przeboje. Leciało Johnny B  The Hooters, La Luna - Belindy Carlisle, Big in Japan Alphaville i kilka innych. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się, a w progu staną Dimitry. Był jakiś inny... Wydała się szczęśliwy i trochę rozczulony, ale jednocześnie zachowywał się jakoś nieswojo.
- O, Nefi, co ty tu robisz? - zdziwił się, siadając koło mnie na jego łóżku. - Zresztą nie ważne. Szukałem cię, martwiłem się, że coś się stało, ale na szczęście już jesteś. Słuchaj, muszę ci powiedzieć coś niewiarygodnego. Nadal nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego - zaczął. Jego głos był podekscytowany, a czarne oczy zdawały się iskrzyć. Ciekawe, co było tak wspaniałego, ale wolałam dowiedzieć się potem. Może to trochę samolubne z mojej strony, ale chciałam mieć ten temat jak najszybciej z głowy.
MUZYKA [KLIK]
- Zaraz mi wszystko opowiesz, dobrze? Ale najpierw chciałam z tobą o czymś porozmawiać... - zaczęłam, spoglądając mu w oczy z powagą. - Mam do ciebie prośbę.
- Okay, coś się stało...? - spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nie, to znaczy tak, to znaczy... ech...
- Może zacznij od początku, co, Nefi?
Wzięłam głęboki oddech. To takie dziwne uczucie... No wiecie... Oddychać. Niby to takie naturalne, ale zdarzało mi się o tym zapominać. Ech.. jestem beznadziejna w byciu człowiekiem.
- Słuchaj, powiem prosto z mostu. Przemień mnie z powrotem w wampira - wypaliłam, darowując sobie zbędne wstępy, owijanie w bawełnę i godzinne dochodzenie do sedna tematu. Nie lubiłam czegoś takiego. Byłam raczej osobą lubiącą konkrety.
- Co takiego? - Dimitry zamrugał gwałtownie, jak gdyby się tego nie spodziewał.
- To co słyszałeś. Przemień mnie. Ugryź, skręć kark i po sprawie - wzruszyłam ramionami.
- Nie mogę tego zrobić, Nefertari - powiedział w końcu po krótkiej chwili ciszy.
- Co? Dlaczego?! - byłam w szoku. Brałam za pewnik to, że Dimitry się zgodzi. Przecież się przyjaźniliśmy od tak dawna. Zawsze sobie pomagaliśmy, a teraz? - Iwanow, nie wygłupiaj się! Tyle razy ratowałam ci tyłek z Trisem, kiedy co i raz wplątywałeś się w nowe bagno. Pomogliśmy ci zaaklimatyzować się w Zakonie, jak narzekałeś na samotność, próbowaliśmy cię swatać, zawsze kryliśmy cię przed przywódcami Salenitów, a nawet wyciągnęliśmy cię z dragów. Pamiętasz, jak dopiero pojawiły się na rynku i jeszcze nikt nie wiedział, jakie do gówno? Spróbowałeś, bo nie wiedziałeś, jakie to przyniesie za sobą konsekwencje. Nikt nie wiedział, a jak potem chodziłeś naćpany dwadzieścia cztery na dobę, bo tak się uzależniłeś, kto ci pomógł? No kto? A ty co teraz odstawiasz?
Twarz Dimitriego momentalnie stężała. Zmieniła się w kamienną maskę, nie wyrażającą absolutnie żadnych emocji.
- Nie zrobię tego - powtórzył tylko, kręcąc głową. - Nie odbiorę ci takiej szansy.
- Jakiej znów szansy? Na co niby?! - puszczały mi nerwy. Czułam złość na siebie, na niego i na tego, kto mi to zrobił.Chciałam znów moją moc. Nie potrafiłam bez niej żyć.
- Na życie. Ludzkie życie - powiedział, uśmiechając się delikatnie, smutno. Jak się uśmiechał, w policzkach robiły mu się takie małe dołeczki. Zawsze mi się podobały, ale teraz nie zwracałam na nie uwagi. Byłam wściekła.
- Też mi coś - prychnęłam. - Ile trwa ludzkie życie? Zaledwie chwilę w porównaniu z tym, co mieliśmy jako wampiry. A właściwie z tym co macie, bo ja już nie. Ludzkie życie, mój drogi, jest obfituje w ból i nieszczęścia. Byle co może cię zabić, zwykłe zranienie, choroba, która bierze się znikąd i nagle rujnuje wszystko. A potem się umiera. Bezpowrotnie. Tego dla mnie chcesz, Dimitry? Naprawdę uważasz, że to jest takie super?
- Nef... Ty nic nie rozumiesz - westchnął z rezygnacją, odgarniając czarne włosy z czoła.
- Czego niby nie rozumiem? CZEGO, DO JASNEJ CHOLERY, NIE ROZUMIEM?! A ty w mojej sytuacji nie chciałbyś się przemienić? Nie zrobiłbyś wszystkiego, żeby tylko dostać to, co ci odebrano? - pytałam z drwiną i powątpiewaniem.
- Nie, nie zrobiłbym - powiedział z pewnym przekonaniem. Na jego twarzy i w oczach nigdy nie widziałam takiej powagi, takiej pewności wobec tego, o czym mówił.
- Nie wierzę.
- To uwierz - rzucił chłodno. - Wszystko co złe w moim życiu to właśnie wina tego, że jestem tym, kim jestem. Gdybym wtedy normalnie umarł, nic by się nie stało. Nie wystraszyłby, Nataszy, nie porzuciłbym rodziny, a potem za nią nie tęsknił przez tyle lat, nie stałbym się mordercą. Nie zabiłbym własnej kuzynki.
 - Co...? - nie słyszałam nigdy tej historii. Dimitry westchnął, przymykając powieki, a po chwili powiedział.
Nazywała się Maria, tak jak moja siostra. Maria Zimowiew. Spotkałem ją kiedyś po dziesięciu latach od mojego zaginięcia. Rzuciła mi się na szyję. Była szczęśliwa, że mnie widzi. Że żyję. A ja co? Pech chciał, że akurat wtedy byłem głodny. Nie potrafiłem zapanować nad sobą. I co zrobiłem? Po prostu rozerwałem jej gardło. Do dziś w uszach dzwoni mi jej krzyk. Jej i setek innych ofiar. Nefertari, nie ma dnia, bym nie wyrzucał sobie tego wszystkiego - zaśmiał się gorzko. W jego głosie pobrzmiewał ból i trwoga, których jeszcze nigdy u niego nie słyszałam.
- Ale potem się zmieniłeś. Potem było już dobrze.
- Dobrze? - prychnął. - Ależ oczywiście. Dzięki mojemu długiemu życiu miałem okazję poznać Anabelle Marie. Przecież to takie genialne uczucie, kiedy osoba, którą kochasz nad życie odchodzi, a ty nosisz ten ból w sercu przez następne stulecia. A jeszcze lepszym uczuciem jest, jak ta osoba po prostu cię wystawia do wiatru. Jak dowiadujesz się, że byłeś jej potrzebny tylko do zbudowania sobie pozycji. Że mimo że zrobiłbyś dla niej wszystko, byłeś dla niej tylko nic niewartym śmieciem. Kochana Katherine Elizabeth - ostatnie trzy słowa wypowiedział sarkastycznie, a imiona Katherine Elizabeth zabrzmiały w jego ustach jak najgorsza obelga. - Nawet nie wiesz, ile razy przeklinałem tę cholerną nieśmiertelność. Ten ból i samotność, które za sobą niesie. To dzięki niej byłem też świadkiem tych wszystkich wojen, tragedii i rzezi, bo dziwnym trafem zawsze znajdowałem się w centrum wszystkiego, kiedy akcja się rozkręcała. Uwierz mi, wolałbym nie widzieć tych setek trupów na polach bitwy. I cierpienia tych wszystkich ludzi wokół. Sierot, których rodzice zginęli na przykład podczas bombardowania Londynu. Tak, wtedy też akurat tam byłem. Moje cholerne wyczucie czasu. Całe życie wampira jest okupione wszechogarniającą śmiercią. Każdy powinien się urodzić, przeżyć dany mu czas jak najlepiej, a potem umrzeć, bo ciągnący się w nieskończoność żywot też może się w końcu znudzić. Zwłaszcza kiedy z każdą dekadą coraz bardziej czujesz, że nie pasujesz do otaczającego cię świata. Może to wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby miało się rodzinę. Żonę i dzieci, a potem wnuki. Może nie wyglądam, bo umarłem, będąc tylko trzy lata starszy od ciebie, ale po takim czasie w końcu dojrzałem. Chciałbym mieć swoją rodzinę, ale nigdy nie będę jej mieć. Wampiry nie mogą, przecież wiesz. Chodząca śmierć, nie może dać życia. Naprawdę, Nefertari, nie pozwolę ci odebrać sobie takiej szansy. Jestem pewien, że w końcu zaczęłabyś żałować, że tak po prostu ją oddałaś. Gdybym tylko ja mógł wrócić do tego wszystkiego... Nie wiesz, ile bym za to dał.
- Nie każdy chce tego samego, co ty, Dimitry - rzuciłam nieco oschle, chociaż tak naprawdę jego słowa mnie poruszyły. Może dlatego, że Iwanow należał do ludzi, który nigdy nie mówią o swoich uczuciach, którzy nigdy się nie zwierzają, nie potrafią się otworzyć nawet przed najbliższymi. A teraz to zrobił... - Dla ciebie ludzkie życie jest szczytem marzeń, a dla mnie dnem. Przemień mnie, proszę. Wiem, że nie będę żałować.
- Nie wierzę, że ty nadal obstajesz przy swoim. Naprawdę nie chcesz mieć rodziny? Życia, które nie wymaga od ciebie krzywdzenia innych i tej nieustającej świadomości, że każdy twój posiłek może kosztować czyjeś istnienie? - pytał z pewnego rodzaju wyrzutem.
- Miałam jedną rodzinę. Męża, którego wybrano mi siłą i dziecko w jakże dojrzałym na tamte czasy wieku, czyli aż siedemnastu lat, przez którego poród stanęłam na granicy życia i śmierci. Uwierz mi, mam uraz to takich rzeczy. Poza tym, ja chcę żyć, Dimitry. Żyć bez strachu, że mogę wyjść i już nie wrócić, bo wjedzie we mnie jakiś pijany kierowca, czy bo stanie się coś innego, jak na przykład choroba. A jakby ktoś mnie zaatakował, nawet nie wiedziałabym, jak się bronić! - miałam już dosyć tego wszystkiego. Nie wiem czemu, ale coś we mnie pękło. Poczułam, jak pieką mnie oczy, ale nie miałam zamiaru pozwolić łzom spłynąć. Nie lubiłam, jak ktoś widział, gdy płaczę. Czułam się wtedy taka słaba i bezradna.
- Nie potrafię ci tego zrobić, Nefertari. Nie chcę patrzeć, jak odrzucasz to wszystko, za co ja dałbym się zabić. Innych przemieniałem, gdy prosili, bo mnie nie obchodzili, ale ty... Ty jesteś moją przyjaciółka. Nie zrobię ci tego.
- Nie musisz mnie zabijać, ja to zrobię. Wystarczy, że mnie ugryziesz.
- Wiesz co, Nef? Rób co chcesz. Ja chcę cię tylko... zresztą nie ważne. Poproś Tristana, bo ja nie chcę przykładać do tego ręki - powiedział i wyszedł, trzaskając drzwiami. Zostałam sama. Teraz mogłam płakać.

MERIDIANE FALORI
________________________________
NO CZEŚĆ :) Jak wam się podoba rodział? Perspektywa Iwanowa i.. Nefi? Co myślicie, tylko szczerze. A Anastasia? Przeszłość Dimitriego i to, co powiedział Nef? ;) Piszcie <3 Przypominam o tym malutkim szantażu ;) Proszę, naprawdę mi zależy, by wiedzieć, co myślicie... czy dobrze napisałam.

38 komentarzy:

  1. Boże.... nie wiem co mam napisac, czuje pustke w glowie ... zatkalo mnie
    rozdzial swietny, pieknie i madrze napisany, czytalo sie go z zapartym tchem, gratulacje,
    nwm co mam wiecej napisac, musze sie ogarnac i to przemyslec, moze pozniej cos dopisze tu albo na fb :)
    wybacz :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne! Coraz bardziej lubię Dimitriego, ale też strasznie żal mi Nefi. Miała bardzo trudne życie. Ile właściwie nasi bohaterowie miele lat kiedy umarli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tristan i Dimitry po około 20, ale Tris wygląda na trochę starszego. No a Nefertari miała 17, bo umarła prawie równo rok po ślubie, bo za mąż wyszła mając 16, ale to juz mowilam :-)

      Usuń
  3. "CO, NA BOSKOŚĆ HATHOR, JEST ZE MNĄ NIE TAK?! Dlaczego każdy potrafi jakoś znaleźć swoją drugą polówkę, kochać i być kochanym, a ja nie?"
    Jej! Szukajmy drugiej polówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, literowka! Ale czad , co nie? -,- wiesz, wolalabym wiedziec, co myslisz o rozdziale, a nie smiec z tego jakze blyskotliwego dowcipu.

      Usuń
  4. Wow. To jedyny komentarz jaki przychodzi mi do głowy.
    Miło się czyta jak praktycznie wszystko u Dimitriego się układa c: Mam nadzieję, że Anastasia zawita jeszcze w kilkunastu rozdziałach, bo zdążyłam ją polubić. Niesamowite jest to, że Dimitry potrafi zauważyć jakie błędy popełniał i jak się zmienił na przełomie lat i cieszę się, że ujęłaś tą część, w której możemy przeczytać o cenie, którą przyszło mu zapłacić za nieśmiertelność. Cudowne ^.^
    Na początku mojej opinii o Naferati musisz wiedzieć, że bardzo podoba mi się to, jak ją przedstawiłaś itd., żebyś nie zrozumiała mnie źle, czytając dalej ten komentarz. Tak więc - uważam, że Nef wyszła tutaj tak... inaczej. Zauważyłam, że zachowała się tak trochę "jak ta zła", ponieważ mimo ceny, którą będzie musiała zapłacić, to wciąż chce tego wszystkiego - nieśmiertelności, siły, szybkości i nie chce się bać. Człowiek od razu myśli, że skoro nie chce się bać tych wszystkich rzeczy czyhających na ludzi na każdym kroku, to tak jakby bała się życia, ludzkiego życia. Z jednej strony ukazuje ją jako taką... trochę słabą. Ale to dobrze, że tak napisałaś, w każdym razie według mnie to dobrze, że tak napisałaś, ponieważ to pokazuje (moim zdaniem), że zdajesz sobie sprawę z tego, że wszyscy ulegamy pokusom, jak Egipcjanka. W końcu nikt nie jest idealny :)
    Genialny rozdział (jak wszystkie zresztą) :3 Czekam na kolejną część!
    Pozdrawiam,
    Layla ♥
    PS.: Jesteś świetną autorką, a pisząc ten komentarz, wcale nie miałam zamiaru Cię urazić :D
    PPS.: Znowu się rozpisałam, tak więc doceń to, Meri xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniam , doceniam :-* dziękuję :-D
      O i spokoinie, Anastasia będzie się jeszcze pojawiać ;-)

      Usuń
  5. Fajny rozdział, wiesz nie potrzebna była ta wzmianka o 3 literach, domyśliliśmy się o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy pojawi się znowu Nim, stęskniłam się za nia =(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nast. Niestety niektorych rozdzialow nie moze prowadzic dora bo nie ma jej kiedy to sie dzieje

      Usuń
  7. Rozpisała bym się gdy by nie to, że odjęło mi mowę XD. Czekam na następne :333.

    Cristal Creative

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW bardzo mi się podobał, iowa odsłona blogs też jest super =)

      Usuń
  8. Powiem tak perspektywa Dimitriego i Nefertiri bardzo a to bardzo mi sie podoba jest ciekawa i oczywiście to coś nowego. Ale sam rozdział mi sie podoba , spotkanie Anastasji i Dimitriego fantastyczne.
    Czekam na kolejny i pozdrawiam
    Katherina ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tym imieniem to ci trochę nie wyszło. Ktoś cię ubiegł. .... np https://www.facebook.com/charmaine.ramos.9461 :)
    A następnym razem dwa razy przeszukaj internet zanim przypiszesz sobie autorstwo czegokolwiek. Taka rada na przyszłość... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa razy przeszukaj internet? Naprawdę? :D Bez przesady ,jest wiele imion ,ale wiele może się powtarzać :P

      Usuń
    2. Kolejny mistrz odbierający dosłownie każde słowo... To po pierwsze. Po drugie, w swoim spostrzeżeniu, jeśli przeczytasz ze zrozumieniem, nie zarzucam autorce, że skopiowała skądś imię czy coś w tym stylu. W tekście napisała, że sama wymyśliła to imię, a jak się okazało, ono już istnieje (patrz link)*. Znalezienie tego nie wymagało wiele wysiłku, wystarczyło wpisać imię w google.
      Po trzecie, czytając komentarz autorki wnioskuję, że była zaskoczona. Ale jakoś nie miała problemu tym, co przeczytała w moim komentarzu. Więc kimkolwiek jesteś, nie rozumiem skąd taka twoja reakcja. W końcu moja wypowiedź nie była skierowana do ciebie, tylko do autorki bloga, a ona po prostu przyjęła to do wiadomości. I na tym temat się kończy.
      Na koniec tylko dodam, że nie mam nic do autorki, ani do opowiadania. Wręcz przeciwnie, podziwiam jej twórczość i umiejętność przyznania się do błędu. :)
      Pozdrawiam.
      *Podobnie rzecz się ma z innym imieniem, ale nie wiem czy powinnam o tym pisać, żeby nie ściągnąć na siebie fali hejtu...

      Usuń
  10. Rozdział był zaye! Aaa <3 Anastasia jest mega. Prosimy jakieś zdjęcie tej dziewczyny ,która musi być śliczna ,bo jest siostrą Dimitriego :3 Nareszcie jakieś dobre uczucia ,a nie same smęty i wojny :) Swoją drogą Nefertati zaczyna mi coraz bardziej przypominać Katherine xd. Ten sam wygląd, też wbrew woli przemieniona w człowieka, też tego nie docenia i chce być z powrotem WAMPIREM. Też była zakochana w dwóch "braciach", ale Tristan i Dimitri są jak bracia. Nie mówię ,że to kopia TVD ,bo nie jest ,ale mimo wszystko są podobieństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nieumyślnie ;) Serio. TVD nie ogląałam od nie wiem kiedy. Dalłam ninę dobrev do roli nef bo mi pasowała, ciemne wlosy, ciemne oczy. a co jeszcze do nef... on nigdy nie byla 'rozdarta' miedzy ;bracmi''. zresztą.. kath nie byla dobra, a ona jest ;) chociaz chce wampiryzmu, bo nie umie zyc inaczej :)

      Usuń
  11. Jesteś niesamowita w tym co robisz... To jak piszesz, jak opisujesz wszystko.. To się chce czytać. Każdy rozdział trzyma w napięciu, nie są to flaki z olejem, tylko ciągle cos się dzieje. Rozdział jest fajny, jednym słowem xD nie spodziewalam się że Nefi miała kiedyś dziecko o.O życzę weny i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  12. +fajny jest ten nowy wygląd bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejuniu kochammmm <33 ~ Julaa

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam sily napisac nic wiecej, wiec napisze tylko tyle, ze rozdzial fajny.
    a Dimitry z tego rozdzialu przypomina Stefana z TVD xd

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdzial cudowny. Nie wiem co
    Moge jeszcze napisac.

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialny <3 i jednak postopiłabym tak jak Dimitri :D
    Mocne ....

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział jest bardzo dobry. Czekalam ma niego z zniecierpliwieniem a kiedy sie juz pojawil to niestety nie mialam czasu przez szkole, no ale w koncu przeczytalam. Do rzeczy.
    Przepraszam, ale nie chce cie urazic czy cos, ale zachowanie Nefi jest nieco dziwne. Ja rozumiem tez nie moglabym na jej miejscu sie do tego przyzwyczaic, co opisalas bardzo dobrze, ale jakos nie moge sobie wyobrazic by nie widziala zadnego plusa w byciu wampirem. Majac tyle samo lat co ona ( a ma ich calkiem sporo :] ) juz dawno zapragnelabym rodziny, kogos kto wesprze w kazdej chwili, mimo tych okropnych rzeczy ktorych doswiadczyla.
    Ale kazdy ma swoj punkt widzenia i ciesze sie ze pokazalas swoj.

    Czekam z znierpliwieniem na next.
    ~Kalia
    Ps.
    Piekny wyglad bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję ;) ale też nie każdy potrzebuje dzieci, jeśli ma do tego uraz ;)
      wygląd zawdzięczam Stephanowi Rose :)

      Usuń
  18. Historia Anastasi jest wspaniała. Rozumiem Nafi, chciałabym tego samego ! Świetny rozdział ! /Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialny rozdział. Postąpiła bym tak samo jak Dimitry. Czekam z niecierpliwością na następne rodziały.

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny rozdział, jak zwykle z resztą. Mam nadzieję, że nie zawieszasz bloga. Fajnie dostrzec perspektywę Nefetari i dawało się wyczuć zazdrość o Tristana. Weny życzę, Dziękuję pieknie za rozdzialik :) :*** /emma

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy będzie następny ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać w następnym tygodniu ;)
      Ale nie mogę nic obiecać, bo nie wiem, jak ze szkołą ;)

      Usuń
  22. Super! czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Odpowiedzi
    1. Może w następnum tygodniu, bo kawałek już mam, ale najpierw muszę skończyć scenę walki na POFE ;) http://poweroffourelements.blogspot.com/

      Usuń
  24. <3 robi się ciekawie, Nie wyobrażam sobie Nef jako człowieka, ale może może..... pisz szybko next :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam Nefi! Czytam szybko następny
    C.É.

    OdpowiedzUsuń