niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 23 : Misja: Bal cz. 2

 Przepraszam za błędy, pisałam to w pośpiechu. Później poprawię ;)

Spojrzałam na zegarek. Była osiemnasta czterdzieści; bal miał zacząć się za dokładnie dwadzieścia minut, a to oznaczało, że niedługo mogę się tu spodziewać Tristiana. Byłam podekscytowana i przerażona zarazem. Podekscytowana perspektywą wspólnego wyjścia z Trisem, przerażona perspektywą nieco mniej miłego spotkania z Verissetem.
Stałam właśnie przed lustrem w naszej sypialni. Przyglądałam się sobie. Ubrana byłam w długie czarne rurki, czarny top, czarny, dolegający top, poszarpany na bokach, ciężkie buty, się gające do połowy łydek i kurtkę z czarnej skóry z rękawami trzy czwarte, z pod których wystawały mi narysowane stelą (czytaj: markerem) runy. Żeby moje przebranie było bardziej dopracowane, potraktowałam moje włosy szamponetką, w czego rezultacie miały teraz rudy kolor. Tak jak u Clary. Ale spokojnie! Na opakowaniu napisano, że po maks trzech myciach cała farba zejdzie. Trzymałam ich za słowo, bo jeśli nie, to chyba naślę tornado na siedzibę ich firmy. Dopiero teraz, kiedy sobie uświadomiłam, że mogę nie odzyskać swojego naturalnego koloru tak łatwo, zdałam sobie sprawę, że mogłam po prostu zainwestować w perukę. Cholera. Brawo, Nimfadoro! Brawo.
- Ładnie wyglądasz - rozległ się cichy głos za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie do Victorii. Chciałam zawołać: "Vicky, ty jednak umiesz mówić", bo nie wiem od kiedy się do mnie nie odzywała, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.